Niedawno ironizował, że wystawia skład na przekór kibicom. Sarkastyczny żart zaczął doganiać rzeczywistość, ale Daniel Myśliwiec odpalił Motor i pomknął po zakup czasu, z którym wygrał wyścig.
„Im więcej osób mi powtarza, że czegoś nie powinienem robić, tym bardziej przekornie będę to robił. Być może to wynika z tego, jaki jestem. Myśliwiec – złośliwiec. Dlatego chcę wystawić zawsze słabszych ludzi, po to, by Widzew mógł przegrać, a ja czerpać z tego satysfakcję„, żartował na przedmeczowej konferencji kilka tygodni temu.
Daniel Myśliwiec rzecz jasna nie jest sabotażystą, ale – jak każdy człowiek – nie jest też nieomylny.
Albert Einstein mówił o szaleństwie, polegającym na robieniu tego samego i oczekiwaniu innych rezultatów. Jacek Walkiewicz o skuteczności, która jest miarą prawdy: „Jeżeli człowiek nie jest w życiu skuteczny, to znaczy, że prawda, którą się posługuje, jest nieaktualna i warto ją zmienić”.
Tymczasem Myśliwiec głośno i wielokrotnie mówił o problemach w trzeciej tercji – jednocześnie niewiele w niej zmieniał. W Lublinie znów postawił na tercet Cybulski – Rondić – Sypek, który zaczął trochę żyć własnym życiem.
Odrzućmy margines, który pojawia się wszędzie, gdy jest okazja do obrzucania kogoś łajnem. Zostawmy zaś frustrację, która wynikała z troski o dobro ukochanej drużyny. Nie dziwię się jej. Widzę potencjał tego zespołu. To, jak potrafi zbudować przewagę w grze. I byłem naturalnie rozczarowany widząc, jak ją marnuje. Napisałem na X: „Ten skład jest w stanie obronić tylko zwycięstwo. Oby tak się stało, bo na samą myśl mnie męczy – zasłużona – burza, spowodowana powtórką z ostatnich rozrywek”.
Burza nie czekała z zachmurzeniem widzewskiego nieba do końca meczu. Piorunami rzucano już po kilkunastu minutach spotkania. I znów: łatwo teraz śmiać się z krytyki w tamtym momencie, ale też trudno się dziwić tej konstruktywnej.
Ponownie obiecująco zawiązywane akcje nie miały odpowiedniego finału. Skrzydłowi bez konkretu, a napastnik – znów dyskretny w szukaniu swoich szans. Pierwszą bramkę zawalił Lirim Kastrati. Źle się ustawił, łamiąc linię spalonego, ale chyba mógł też zrobić choć trochę więcej przed strzałem napastnika Motoru, którego ani nie dogonił, ani nie spróbował przeciąć podania wślizgiem. Nie broniła się decyzja, by powołanych na kadrę trzymać na ławce, bo i Luis Silva nie wyglądał tak dobrze, jak w kilku poprzednich spotkaniach. Kryty przez niego zawodnik dołożył drugą bramkę.
Ale zespół Widzewa był konsekwentny jak Myśliwiec. Mimo fatalnego początku – nie zgłupiał, nie panikował, grał z wiarą w swoje umiejętności. I ten, który ma je na najwyższym poziomie, wyciągnął wózek znad przepaści. Mowa o Sebastianie Kerku. Czy można powiedzieć, że Niemiec w ciągu trzech minut strzelił dwie bramki z rożnego? Poniekąd tak: pierwszą na pewno, a i przy drugiej dośrodkował bliźniaczo podobnie, czyli mocno, celnie, z odpowiednią wysokością i rotacją.
Oddajmy też cesarzowi, co cesarskie: Imad Rondić przy golu na 2:2 zachował się znakomicie.
W przeciwieństwie do poprzednich patelni wyłożonych przez Kerka, tym razem odpowiednio złożył się do strzału. Wykonał odpowiedni ruch skrętny głową, kierując ją do siatki, a wcześniej wyprzedził bramkarza i wygrał pozycję do strzału. Poszedł na piłkę jak dzik w sosnę. Pazernie, czyli tak, jak napastnik powinien.
Ważyła się więc decyzyjna szala Myśliwca. Człapał w defensywie Kastrati: a to przy kontrze, która mknęła jego stroną, a to innym razem pozwolił oddać sprytny strzał Ceglarzowi, który minimalnie minął słupek. Ale jeszcze przed przerwą znów błysnął Rondić, koronując swoją pracę w pressingu w najlepszy możliwy sposób – bramką. Można mówić o bramkarzu gospodarzy, ale mniej mnie obchodzi jego zachowanie, a bardziej dobry doskok Kerka, Cybulskiego i wreszcie Rondicia. Bośniak zablokował podanie tuż przed bramką, do której wpadła piłka.
To już siódmy gol Imada w tym sezonie. Jest wiceliderem strzelców Ekstraklasy. Zaczyna przekonywać do siebie niedowiarków, ze mną włącznie. Nietrudno wskazać jego niedostatki. Potrafi w dogodnej sytuacji nieczysto trafić piłkę, jak choćby w drugiej połowie po krótkim, acz genialnym podaniu Alvareza. Potrafi zniknąć w czasie meczu za plecami stoperów, których zdecydowanie rzadziej mija z piłką aniżeli za nią biega.
Ale jednocześnie robi wszystko, by ukryć swoje wady i eksponować zalety: haruje jak wół, inspiruje kolegów niezłomnością i charakterem, który nie polega na machaniu rękami. Szanuje piłkę i dość rzadko traci ją w głupi sposób. No i strzela, a to go broni mocniej niż jakiekolwiek słowa. Jasne, mógłby mieć jeszcze lepsze liczby, bo okazji nie brakuje. Ale kilka z nich już wykorzystał. Kolokwialnie mówiąc: żre mu. Oby żarło jak najdłużej. Niech ta butelka keczupu, do którego porównuje się snajperów, nie ma dna.
Jest na dobrej drodze, by przejść transformację w stylu Dominika Kuna. Były pomocnik RTS początkowo, za czasów Dobiego czy Broniszewskiego, mógł irytować wątpliwej jakości dośrodkowaniami, dryblingami, strzałami, podaniami… Ale zacisnął zęby, walczył i zapracował sobie na bardzo ważne bramki dla losów Widzewa, a także sporą liczbę meczów w pierwszym składzie ligę wyżej.
Z Rondiciem może być podobnie. Też może być żywym dowodem na to, że dzięki odpowiedniemu zaangażowaniu można uciec przed ograniczeniami. I wzorem dla Hamulicia, który na ten moment w Łodzi podąża za swoim potencjałem w tempie spacerowym.

„Dajcie spokój. On wie co robi” – Andrejs Ciganiks o Danielu Myśliwcu w przerwie. Widzew na drugą połowę wychodził z sensacyjnym, biorąc pod uwagę okoliczności, prowadzeniem, którego nie wypuścił do emocjonującego końca.
Ten mecz był szalony. Odetchnąłem dopiero, gdy Sypek po udanym napędzeniu kontry wyłożył piłkę Alvarezowi, a Hiszpan umieścił piłkę w siatce technicznym strzałem. Nie na długo, bo Motor rzucił się do ataku. Pewnie zaoszczędzilibyśmy sporo nerwów, gdyby w niektórych sytuacjach bardziej przyłożono się do zdobycia piątej bramki. Wiele razy było blisko, ale mam dziwne przekonanie, że gdyby chodziło o gola na 3:2 – trochę bardziej bylibyśmy skoncentrowani przy ostatnim podaniu czy strzale.
Wyhamowało nas zejście z boiska Kerka. To wiele mówi o tym, ile piłkarz z numerem 37 daje temu zespołowi. Genialnie ułożył się nam ten środek pola, będący najsilniejszą bronią Widzewa. Strzelec bramki Alvarez – 95% celnych podań. Najwięcej biegający Shehu – 93%. Dla porównania: żaden z środkowych pomocników Motoru nie dobił do 80 procent.
Tym razem słabiej było w obronie. O bokach już pisałem, w środku Żyro wyglądał lepiej od Ibizy, a choć awaryjną, to bardzo dobrą zmianę dał Hajrizi. Na ryzyku, odważnie, ale i skutecznie. Kilka dobrych interwencji to dużo, jak na obecność zaledwie w doliczonym czasie gry. Przy każdej z bramek Gikiewicz miał niewiele do powiedzenia. Pierwsza i trzecia mogłyby być małym deja vu z treningu. Na Łodziance miał okazję bronić z podobnej odległości – i z podobnym skutkiem, o ile strzelający nie skiksował.
Do poprawy obrona. Skrzydła nadal nie w pełni rozłożone, choć cieszy, że bez tego jesteśmy w stanie strzelić cztery bramki. Najbardziej optymalny dla mnie zestaw skrzydłowych pojawił się na placu gry po godzinie. Nie zrobił wiele, by przekonać do tego zdania również trenera. Dość niewidoczny Łukowski odpuścił krycie przy trzeciej bramce Motoru. Klimek był aktywniejszy, ale momentami bardzo niedokładny. Obaj wyraźnie wypadli z rytmu meczowego.
Biorąc pod uwagę nieudane mecze Gonga, trudno się dziwić, że gra będący obecnie w najlepszej formie na tej pozycji Sypek, a także zaledwie 18-letni Cybulski (nawet jeśli na kredyt – inwestycyjny). Wciąż stawiałbym na „Łuko” i „AK-47”, starając się odbudować ich formę – bo wydaje się, że sufit swoich możliwości mają obecnie zawieszony najwyżej.
Ale znacznie bardziej rozumiem trenera. Pewnie nie tylko ja.
I to oprócz trzech punktów zdobył Myśliwiec, stawiając na swoim. Czas. Nawet nie czas pracy – nikt o zdrowych zmysłach nie rozważał jego zwolnienia – ale kwestionowanie niektórych decyzji było coraz głośniejsze i silniejsze w argumenty. To też nic złego, konstruktywna krytyka jest paliwem rozwoju, zwłaszcza jeśli wynika z dobrych intencji, ale takie mecze i takie zwycięstwa działają wyciszająco. Dają przestrzeń i spokój. Oby jak najdłużej. W tym scenariuszu wygrywają wszyscy: trener, Widzew i kibice.
A takie widowiska, jak w Lublinie, można nazwać spektaklem i oglądać co tydzień.

D. Myśliwiec: „Potrzebujemy bezdyskusyjnej jakości i decyzyjności na skrzydłach”. Czyżby co docierało? Obawiam się jednak, że słowa jedno, czyny drugie. A w niedzielę pewnie znowu Sypek i Cybulski, i czekanie na cud, by powiedzieć „to jednak ja miałem rację”.
Panie Bartłomieju, wystawianie Cybulskiego to jawny przykład sabotażu ze strony trenera. Osłanianie się ” wyrabianiem minut przez młodzieżowca” ma się nijak ponieważ w miejsce Kamila mógłby zagrać JAKIKOLWIEK junior a efekt byłby taki sam, czyli mizerny. Myśliwiec jest uparty i sam się do tego przyznał, baa teraz co by się nie działo będzie ładował nam Cybulskiego i Sypka bo TAK ! Jakoś nie chce mi się wierzyć, że taki Łukowski jest gorszy od Cybulskiego chociaż w ostatnim meczu się nie popisał..
Ciekawy jestem jakie opinie krążyłyby po forach jeżeli Widzew ten mecz by przegrał..fala hejtu na linię obrony ? fala hejtu na wystawienie po raz N-ty Cybulskiego i Sypka ? Myśliwiec ma szczęście, że ten mecz wygraliśmy bo nikt nie będzie mu zadawał tych trudnych pytań no ale od czego mamy Pana 🙂 to Pan Panie Bartłomieju zadaje najtrafniejsze pytania podczas konferencji więc mam nadzieję, że i tym razem „dociśnie” Pan trenera i zapyta wprost. Czemu po raz kolejny wystawiani są piłkarze którzy nie bronią się swoją grą na boisku ? Pozdrawiam z Majowego
Mnie zastanawia dlaczego wciąż M stawia na Cybula. Co Go w nim urzekło ? Ani dryblingu, ani strzału, zero asyst, zero bramek, bezpieczne oddawanie piłki do najbliższego. Równie dobrze można by wystawiać dowolnego młodego z rezerw lub z drużyny juniorów, mówiąc, że to inwestycja w przyszłość. I czekać na mecz, w którym kilka razy ładnie kopnie. Obecna kadra ma argumenty, by walczyć o pierwszą piątkę w lidze, tylko trzeba da szansę najlepszym {o największym potencjale}. Myśliwca zjada własne ego.
Za parę lat zrozumiesz.
Ja bym tak bezkrytycznie nie ufał szklanej kuli.
Dodał bym – że fizycznie i motorycznie też przegrywa większość pojedynków – I wygląda na zagubionego i zablokowanego zawodnika – prztdało by się mu odpocząć z dwa mecze – albo wejść na końcówki – może to coś pomoże – a zimą trzeba się zastanowić czy czasem wypożyczenie – nie będzie najlepszym rozwiązaniem- bo na to żeby Cybul zaczął grać pewnie trzeba jeszcze poczekać
Przecież Cybul ma najlepszy drybling i technikę ze wszystkich naszych skrzydłowych. Brakuje mu podania czy strzału ale nie dryblingu.
Sypek ma przeblyski,tak samo Cybulski, ale Kastrati, Gong,nie nadaja sie nawet na lawķe rezerwowych,Silva rezerwa,Nie wiem czemu nie gra Hajrizi, to on obronil zwyciestwo,pozdrawiam serdecznie
Zgoda w 100%, ale Kastratiego nie da się obronić. On w każdym meczu robi błędy i myślę że to jest tykajaca bomba. Po prostu jest za wolny, co powoduje ciągle zagrożenie.
Szkoda mi Łukowskiego, jest marnowany na ławce.
Zgadzam się. I o ile jestem w stanie zrozumieć, że gra młody Cybulski kosztem Gonga, tak nie rozumiem, dlaczego – prezentując się przecież momentami lepiej – w podobnej sytuacji Krajewski nie gra kosztem Kastratiego. Nie kupuję argumentu ad powołanium.
Bartek ale akurat w Lublinie argument „ad powołanium” w przypadku Krajewskiego był jak najbardziej usprawiedliwiony. Raz że Kraju sporo pograł na kadrze a dwa że miał dwie jednostki treningowe po powrocie. Zgodziłbym sie z tobą w przypadku Kozłowskiego bo tutaj mógł spokojnie pograć od pierwszej minuty
Z tym widowiskiem to bym akurat nie przesadzał. Owszem sporo goli ale błędy …Ka(ta) stra… Katastrofalne … I niech będzie, że wg. autora najwidoczniej mam coś z głową bo …poważnie rozważałbym poszukanie trenera zamiast pseudomundrusia – zaklinającego rzeczywistość filozofa. Wygrali , super. Tylko jak blisko było remisu ? A gdyby Motor trafił wcześniej na 3:2 ? Owszem, można gdybać . Mnie Myśliwiec niczym nie przekonał. Tyłek uratowała mu druga linia z Panem Piłkarzem Sebastianem K.w roli głównej. Dzięki Bogu , że Gong nie powąchał murawy w Lublinie. Powinien pozostać już na trybunach , najlepiej na koszt tego, który go tutaj sprowadził. Cyrku z niewystawieniem Krajka i Kozłowskiego od początku nie komentuję , bo po co ? Ka(ta)strati to dramat . Znów Sypek I slabiutki Cybulski . Wybaczcie , może i ma potencjał , ja tego póki co nie widzę. Chłopak knoci akcję za akcją , może stała się psychicznie? Na tę chwilę nie dojeżdża do poziomu trj słabiutkiej ligi. Silva to słabiutki piłkarz i zdania nie zmienię . Reasumując : udało się wygrać , po meczu w dwa ognie , nie trzeba patrzeć w dół tabeli. Rondić wyszarpał dwa gole – brawo ! Gdyby jednak w jazdym meczu faktycznie grali najlepsi i piłkarze nie parodyści w stylu Gonga to być może byłoby zwycięstwo w Mielcu , w Gdańsku i z beznadziejną Koroną. Być może nie byłoby porażki ze słabą tego dnia Jagą… 8 punktów więcej…. I gdzie moglibyśmy być ? Gdybyśmy faktycznie mieli trenera…. To moja prywatna opinia, podkreślam. Udało się wygrać i tyle. Większość wyborów Myśliwca nadal się nie broni. Tak uważam. I szans na zmiany też nie widzę. Dobrze , że nie musimy patrzeć w dół tabeli tylko , że potencjał mamy , by grać o wyższe cele w tej słabej lidze. Czy z Sypkiem , Cybulskim, Kastratim I Silvą w podstawie i Myśliwcem na ławce trenerskiej ? Niestety wątpię Pozdrawiam.
„o zdrowych zmysłach” – to tylko taki publicystyczny zwrot; chociaż się ze zwolnieniem nie zgadzam – to absolutnie nie uważam, że masz coś z głową 🙂 Masz pełne prawo mieć swoje zdanie, tutaj można się wymieniać argumentami i własnym spojrzeniem 🙂
Doceniam , wszystkim nam chodzi przecież w gruncie rzeczy o to samo – o dobro naszego Widzewa. Przepraszam za literówki , pisałem spontanicznie , z telefonu. Pozdrawiam serdecznie:-)
Zgadza się w 100 procentach.
wszystko się zgadza ale gol w 23 sek to rekord! a potem drugi w 14 – które mówią wszystko o naszej obronie Niestety!