Około 150 kibiców spontanicznie pożegnało Marka Hanouska w jego drugim, polskim domu – przy Piłsudskiego 138. „Serce Łodzi” zapełniło się nieformalnym fanklubem „Starego Czecha”, który przez pięć lat wylewał fundamenty pod „Wielki Widzew”.
Niska temperatura, bo ładnych parę stopni poniżej zera. Późna pora, bo zaskoczony pomocnik, którego lot z Turcji do Warszawy został opóźniony niemal o godzinę, wszedł do pubu o 21:35, umówiony bodaj tylko z Arkiem Stolarkiem. Był zdziwiony chmarą ludzi czekających w środku. „Cynk” wielu z nich dostało w ostatniej chwili, ścieżkami prywatnymi, a auta przeparkowaliśmy albo za stadion, albo na otaczające go ulice. Wszystko by zaskoczenia nie zepsuć.
Biorąc pod uwagę spontaniczne okoliczności, liczba żegnających robi duże wrażenie. Myślę, że gdyby to nie była niespodzianka, a publiczne wydarzenie – liczylibyśmy chętnych do pożegnania Hanouska w tysiącach. Pewne i takiego, w postaci meczu pożegnalnego, powinniśmy się doczekać (sparing latem z Duklą Praga, do tego chyba ostatnia okazja na mecz FC Koeln – aż się prosi o Panattoni Cup połączony z prezentacją drużyny).
Były śpiewy, zdjęcia, autografy. Ostatnie przybicie piątki. Przywitanie „na misia”, będące jednocześnie pożegnaniem. I duży ładunek emocjonalny, wytworzony przez jedną, dominującą w powietrzu postawę: docenienie. Każdy przyszedł właśnie po to, by Markowi oddać szacunek, wyrazić uznanie, pokazać wdzięczność.
Czech na to wszystko zasłużył, chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości. Można spróbować zamknąć to w liczbach czy faktach. Pięć spędzonych w Widzewie lat. 152 mecze. Opaska kapitańska w wielu z nich na ramieniu. Status niepokonanego w Derbach Łodzi (3 wygrane i remis). Wygrany Klasyk przełamujący złą, blisko ćwierćwieczną passę z Legią. Albo pamiętny awans do Ekstraklasy, gdzie pięknie, w stylu Łapińskiego, popędził z środka obrony i asystował przy pierwszym golu z Podbeskidziem. Ale to nie mówi wszystkiego. Ledwie mówi cokolwiek.
Po pierwsze, tego człowieka nie dało się nie lubić. Zawsze pomocny. Uśmiechnięty. Swojski. Niby zagraniczny, ale jakby nasz.
Do tego skromny, a to cecha, która zwykle podbija serca Polaków, nieprzypadkowo ulegających akurat Citkomanii czy Małyszomanii. Pokora, praca i spokój zamiast wywyższania się, lansu, szpanu i skandali.
Zawsze walczył. Od tego powinienem zacząć, bo takich piłkarzy przy Piłsudskiego 138 ceni się jak wszędzie, ale jednocześnie – wyjątkowo. Widzewski charakter nie wziął się znikąd. To nie tylko slogan. To setki wślizgów, wygranych pojedynków, zablokowanych strzałów, mądrych fauli. No i odbiorów, których Marek był królem. Gdy weszliśmy do Ekstraklasy, żaden z grających w niej piłkarzy nie odebrał piłki rywalowi częściej od Hanouska. 55 udanych odbiorów w sezonie 2022/23. Drugi w lidze miał 44. Drugi w Widzewie – 23. Przepaść.
Hanousek został godnie pożegnany, ale i sam zrobił to z klasą. Najpierw ściskający serce film pożegnalny, podobny do tego, którym żegnał się z kibicami Rafał Gikiewicz. Do tego piękna przemowa na ostatnim treningu, której fragmenty można cytować:
„Częściej trzeba myśleć bardziej o klubie niż o sobie”.
„Pamiętajcie, że może wyłączając topowe pięć lig, Widzew to jeden z najlepszych klubów, w których można grać w piłkę nożną. Nie zapominajcie o tym”.
„To mój ostatni dzień w tym pięknym klubie. Jesteście za dobrzy. Już mnie nie potrzebujecie, a ja nie chcę być bezużyteczny, wracam do drużyny w której zaczynałem grać w piłkę”.
Klasa.
Od początku, do końca – klasa.
To jest Widzew.
Tak się powinno dbać o swoich.
Tak powinien wyglądać Widzewiak.
*
Mnie Hanousek nauczył przede wszystkim tego, by nie skreślać piłkarzy zbyt szybko. Pierwszą rundę miał przecież nieudaną. Wchodził do zespołu, który nie wzbudzał euforii. Zaczynał z Gachem, Bechtem, Kosakiewiczem, Muchą czy Tomczykiem. Debiutował w Derbach Łodzi, które wypuściliśmy z rąk w drugiej połowie, remisując 2:2 pomimo dwubramkowego prowadzenia do przerwy. Wiosną miał kilka przebłysków, zwłaszcza w postaci prostopadłych podań – ale był cieniem piłkarza, który objawił się kibicom kilka miesięcy po transferze. W sezonie 2021/2022 już błyszczał, był jednym z najważniejszych architektów awansu, a później zimowania na podium w Ekstraklasie, w której się nie tylko utrzymywał, ale też zwyciężał w ważnych meczach. Za 2023 na Sektorze Widzew wygrał Robotnika Roku.
Wiec po pierwsze: nie odrzucać pochopnie, a po drugie: zdążyć doceniać, nim będzie za późno. Paweł Zarzeczny mawiał, że najpierw trzeba upaść, pochlastać się, tragicznie zginąć. „Wtedy powiecie: no nie, tak, on był świetny, on był wspaniały, on był kapitalny. Nauczmy się cenić, szanować, kochać za życia”.
Hanousek co prawda uniknął osobistych katastrof. Do tego zawsze był lubiany. Ale chyba żadnego dnia w Widzewie nie był doceniony aż tak bardzo, jak już po odejściu z niego. Jak w tej piosence Passenger: „Potrzebujesz światła tylko wtedy, gdy przygasa. Tęsknisz za słońcem, dopiero gdy zaczyna padać śnieg”.
Można powiedzieć, że dostał nagrodę za całokształt. Przez pięć lat nie potrzebował szczególnych zachęt, by stać się jednym z nas. Ale jest wyjątkiem. Możliwe, że „takich już nie ma”. A na pewno teraz – w nowym Widzewie, napędzanym chęcią wielkiego sukcesu, którego paliwem w dzisiejszym futbolu są pieniądze – będzie o nich znacznie trudniej. Nie czekajmy więc na koniec. Nie odkładajmy uznania na później. Doceniajmy krople potu, które na boisko dopiero będą kapać. Zawsze mówiłem, że potrzebujemy w Widzewie piłkarzy michalczukopodobnych – sami możemy natomiast pomóc stawać się im hanouskopodobnymi.
Sam Marek jest żywym przykładem tego, że warto. Być przyzwoitym, ale i być Widzewiakiem. Wiadomo, że teraz to drugie dodatkowo się opłaca, ale warto zawsze było i zawsze będzie.
Niech biorą z niego przykład następni, widząc to, jaką estymą cieszy się Hanousek wśród ludzi.
To potrafi ważyć więcej od premii czy medalu.

Wszystko co napisałeś, W PUNKT!!!
Dzięki profesor i powodzenia jeszcze się zobaczymy w sercu Łodzi
Dziękujemy Marku 🇦🇹👍
👍