Mecze otwarcia i mecze o wszystko już były, żyjemy w erze meczów o honor. Ten najbliższy jest z nich wszystkich najważniejszy.
Barcelona z Realem, Manchester United z Liverpoolem, Celtic z Rangersami czy Napoli z Juventusem – to tylko niektóre mecze, w których tabela nie ma znaczenia. Lista jest długa. Powody – różne. Zwykle związane z historią, geografią, czasem polityką albo zwykłą niechęcią, pielęgnowaną przez dekady. Elektryzują. Przyciągają na stadion i przed telewizory.
Mecz Widzewa Łódź z Legią Warszawa jest jednym z nich.
Zachowując skalę, ale i doceniając lata rywalizacji – trzeba to przyznać.
Sport polega na rywalizacji. Największa, naturalnie, z największym rywalem. Widzew i Legia to jedyni polscy uczestnicy Ligi Mistrzów. Jedyni polscy półfinaliści Pucharu Europy.
Z kim ma podejmować klub z tak piękną historią jak widzewska, jeśli nie z tym, który ma najwięcej mistrzostw i krajowych pucharów? Z kim ma rywalizować klub łódzki, jeśli nie z warszawskim? Z kim mają przekrzykiwać się kibice wypełniający cały stadion karnetami, jeśli nie z tymi słynącymi ze spektakularnych opraw?
Do historii i fanów musi dojechać boisko. Tu już jest lepiej: tak blisko jak w ostatnich latach obie drużyny nie były w XXI wieku. Udało się wreszcie widzewiakom wyprostować, likwidując rosnący 24 lata garb meczów bez zwycięstwa w Klasyku.
Terminarz i tabela prowokują komentarze o tym, że czeka nas mecz o nic. Dla mnie natomiast nic innego nie ma żadnego znaczenia, bo to nie jest zwykły mecz. Wie to chyba każdy, kto przeżył ekstazę po bramce Frana Alvareza w ostatnim meczu obu drużyn w „Sercu Łodzi”. A przecież Widzew w ostatniej dekadzie wiele razy wygrywał 1:0. Wielokrotnie wygrywał w ostatniej minucie. Ale wtedy – jakby trochę bardziej.
Tamtego dnia Widzew był jedenasty, a Legia – szósta. Jednym nie groził już spadek, a drugim mistrzostwo. Prawie dokładnie jak teraz, tylko kilka kolejek wcześniej. Czy ktoś wtedy tym 17 tysiącom osób byłby w stanie powiedzieć, że cieszą się z niczego?
To nigdy nie będzie mecz bez stawki. No chyba że dla kogoś honor, prestiż czy duma nie stanowią żadnej wartości.
Inna sprawa, że Widzew nigdy nie powinien grać o nic, nawet jeśli już nie może niczego w tym sezonie wygrać. Mecz Widzewa powinien być wartością samą w sobie. Do każdego można też, wcale nie na siłę, dopisać dodatkowe znaczenie.
Z Puszczą powinien się RTS zrewanżować za wstydliwą porażkę z jesieni i dobrze pożegnać się z kibicami przy Piłsudskiego 138.
Rakowowi – zrobić psikusa, wziąć jakikolwiek udział w rozstrzygnięciu losów tytułu i popsuć mistrzowską fetę gospodarzom.
A z Legią chcieć wygrać gdziekolwiek, kiedykolwiek i w jakichkolwiek okolicznościach.
*
Autorem zdjęcia z zajęć rozpoczynających mikrocykl przed spotkaniem z Legią Warszawa jest Młody17.
Kliknij na zdjęcie, by otworzyć i zamknąć pełny rozmiar.

Niestety, ale trudno nie drżeć o wynik…
Bartek! Mecz w Sercu Łodzi o którym wspomniałeś z bramką Frana odbywał się w innej rzeczywistości. Nie było możnego właściciela ale przede wszystkim nie było mowy o tym że z końcem sezonu czeka Nas rewolucja kadrowa. Większość osób w obecnej kadrze ma świadomość, że ich dni w Widzewie są policzone, więc nie ma co się spodzoewać, że w tym jednym meczu będą umierać za Widzew. Jedynie dla Nas Kibiców jest to najważniejszy mecz w sezonie. Najemnik tego nie zrozumie. Wiem że za obecną sytuację w tabeli i stan kadry odpowiedzialny jest przede wszystkim śmieszny komitet ale swoje dodali grajkowie. Na palcach jednej ręki można wyliczyć osoby z boiska którym zależało. Dlatego nie spodziewam się dobrego wyniku.
No królu Złoty wreszcie nie emocjonalny komentarz. Co do najemników to są czasy tylko najemników, kasa ma się zgadzać i tyle w temacie. To nie lata 90, że zawodnicy grali w klubie po 10 lat czy płacili czy nie. Niestety pewna epoka bezpowrotnie minęła i już nie wróci. Teraz liczy się tylko kasa i nic więcej.