Żenujący występ we Wrocławiu kolejnym dowodem na to, że Widzew w drodze na szczyt skręcił w równię pochyłą.
Po porażce w Poznaniu napisałem, że nie jest ona niespodzianką, tylko konsekwencją. Efektem przespanej zimy. Jej skutki są coraz bardziej opłakane. Zespół, który po nieudanej jesieni powinien zostać wzmocniony – nawet z myślą o kolejnych rozgrywkach – przystąpił do wiosny znacznie słabszy. Kadrowo i mentalnie. W otoczce bałaganu. A teraz jeszcze zaczęło się tu palić.
Trudno się dziwić poszukiwaniom winnych tego stanu rzeczy. Ale to nie może przesłonić sobotniej, boiskowej beznadziei.
Niezależnie od tego, że atmosfera dookoła klubu jest kiepska, że wynik z czerwoną latarnią ligi gonimy wprowadzając z ławki trzech żółtodziobów i Gonga, że graliśmy w dziesięciu po czerwonej kartce młodzieżowca – to spotkanie na Tarczyński Arena nie powinno wyglądać aż tak źle.
Przykro się patrzyło na widzewiaków nawet gdy wymieniali podania daleko od bramki przeciwnika. Sztywni. Wiecznie zaskoczeni tym, jak się piłka odbija.
Trudno powiedzieć, na ile to efekt treningów na sztucznej murawie, gdzie futbolówka zachowuje się inaczej. Na pewno nie jest to bez znaczenia. Ale też nie dziwię się kibicom, dla których takie właśnie jest – nieistotne.
W tym przypadku efekt jest stokroć ważniejszy od sposobu, w jakim został osiągnięty. Ktoś powie: skoro nie ma naturalnych boisk do dyspozycji w Łodzi, dlaczego trenujecie w Uniejowie tylko w piątki? I nie będzie to pytanie bezpodstawne. Widocznie raz w tygodniu to zbyt mała częstotliwość, by w meczu wyglądać chociaż przyzwoicie.
Tak, kadra jest za słaba. Tak, warunki do treningu przy zimowej aurze są dalekie od optymalnych. Nie, na tym lista grzechów Widzewa Łódź się nie kończy.
Bo choćby ktoś we Wrocławiu zrobił z piłkarzy RTS laleczki voodoo i wbijał w nie szpilki przez 90 minut, nie mogą tak biernie grać w obronie. Bez zdecydowania, w wielu momentach nawet bez prób odbioru, zapraszając gospodarzy do ataku swoją biernością. My byliśmy masłem, Śląsk nożem. Czasem tępym, ale rozgrzanym. W zupełności wystarczającym.
Pierwsza bramka: dwóch piłkarzy Śląska kompletnie niekrytych pięć metrów od linii bramkowej Widzewa. Pięć! Nasi stoperzy poza światłem bramki, wszyscy w roli obserwatorów. Aż trudno uwierzyć, że oba poniższe screeny dzieli kilka sekund.

Śląsk nie potrzebował do rozmontowania obrony Widzewa żadnego dryblingu, finezji, błysku geniuszu, niezwykłej szybkości.
Wystarczyły dwa, niezbyt mocne i bardzo oczywiste podania, by Samiec-Talar miał sytuację lepszą niż rzut karny.
Można się (słusznie!) zżymać na to, jak słabi byliśmy w ataku, jak zawodzili dotąd wyróżniający się piłkarze, jak Kozlovsky, Shehu czy Kerk, jak fatalnie z rzutów rożnych wrzucał ten ostatni, jak „setkę” – po akurat świetnym przerzucie Niemca – zmarnował Sypek, ale nawet grając „bryndzę” z przodu, Widzew z drużyną w tak totalnym dole jak Śląsk, powinno być stać chociaż na brzydki, bezbramkowy remis.
Tymczasem brzydko i bezbramkowo zagraliśmy wyłącznie w ataku. Test oka mógł być mylący, bo nie tylko ono samo krwawiło od oglądania, ale jeszcze obraz był filtrowany przez wściekły mózg. Może w amoku czegoś nie dostrzegłem? Rzucam więc okiem na liczby. I znów nie dowierzam.
90 minut meczu. Dwa celne strzały. Trzy celne dośrodkowania. xG na poziomie 0,44.
Luisa da Silvę łatwo obarczyć golem samobójczym, ale w rozegraniu też nie pomagał. 78% celnych podań – gdy znów często nużyć mógł obraz wymieniających między sobą piłkę stoperów – to wynik pozostawiający wiele do życzenia.
Na ostatnie pół godziny weszli młodzi, Stachowicz i Gryzio. Oczywiście, odpowiedzialność na ich barkach minimalna. Nic do stracenia. Chciałoby się zrywu, bezczelności, światełka nadziei w ciemnym tunelu. Pal licho, że nie oddali nawet strzału. Obaj łącznie zanotowali jedno celne podanie. W sumie przez prawie godzinę. Jedno. Łącznie. Kurtyna.
Kwiatkowski kompletnie niepotrzebnie atakował wślizgiem, mając żółtą kartkę, ale poza tym też nie grał dobrego meczu. O Sobolu trudno cokolwiek pozytywnego powiedzieć – nawet w najbardziej pozytywnej akcji, czyli oddając strzał celny, powinien zachować się lepiej i dograć do wbiegającego Kerka.
Co się stało z Markiem Hanouskiem, który nigdy nie był demonem szybkości, ale wiosną w klasyfikacji sprinterów Ekstraklasy plasuje się gdzieś między żółwiem a ślimakiem?
Rybą-rakiem na bezrybiu okazał się Jakub Sypek. Zmarnował okazję, ale wcześniej fajnie przyjął. Zaliczył najwięcej odbiorów. Czterema udanymi dryblingami wyrównał rekord sezonu w całym zespole, należący zresztą do niego. Jedna z tych trzech celnych wrzutek była jego autorstwa, niecelnie nie dośrodkowywał ani razu. Jak na standardy tego meczu – nie było źle. Szkoda, że tak niewielu może o tym występie tak powiedzieć.
Pamiętajmy, że przecież była jeszcze poprzeczka Samca-Talara, doskonałą okazję miał Baluta, a jeszcze lepszą – Ortiz.
0:3 to najniższy wymiar kary.
A przecież Śląsk przed tym meczem wygrał jeden. Na dwadzieścia.
Otoczka nie może zaciemnić obrazu tego meczu, ale i obraz tego meczu niech nie zasłania otoczki.
Transfery? Już są mocno spóźnione, ale lepiej późno niż później (obudzić się w 1. lidze).

Moim zdaniem jest to celowa robita.Komuŝ zależy na miernocie Widzewa.
Transwery są nie trafione I dalsze też mogą nie być.Trenera nistety jeżeli nie ma wyników się
Zwalnia nie tacy odchodzili z Widzewa.
Drùżyna bez black I nadziei.
Družyna z przypadku.Od dead Widzew sorzedaje najleosxych a kupuje gorszych ..zamiast odwrotnie .Jest Widzew chłopcem do bicia.Chyba cud uratuje ekstraklase.
Tak jak we wspomnianym poniżej komentarzu tutaj nic nie działa. Brakuje dosłownie wszystkiego, nasi zawodnicy nie mają jaj, są pod formą, trener- uparty filozof bez charyzmy i do tego nieudolny pion sportowy. Przykro się na to patrzy..
A sztab szkoleniowy …14 osób a piłkarze bez formy, bez szybkości, bez kondycji podatni na kontuzje. Kiedyś taki sztab liczył 5-6 osób.
Niestety kolejny raz bezbłędny artykuł…raczej bezbłędna ocena sytuacji. Jest tak dużo krytyki i złych emocji (wszędzie), że już przykro czytać. ja już nie „dotykam” braku transferów tylko pytam co sie stało z tą drużyną. brakuje agresji, brakuje jakości, wszystkiego brakuje! to nie byli i nie są piłkarscy wirtuozi ale ten poziom grania jest niezrozumiały. nie ma zawodnika który jest w gazie, drużyna jest pod formą… bronimy katastrofalnie, nie utrzymujemy sie przy piłce i niestety przód nadal nie funkcjonuje… nic sie nie zgadza. będę bronił wychowanków bo mieli w nagrodę uczyć sie dorosłej piłki a dzisiaj dostają po uszach bardzo mocno za to ze nie dali rady w ekstraklasie. to jest mentalne morderstwo dla tych chłopaków. trudny czas.
Nawet Gikiewicz mówił w grudniu, że ten zespół musi być wzmocniony. Został za to strasznie osłabiony. Ale po kolei od góry. Do końca stycznia miał być Dobrzycki, ale jak widać Remek i Stamir za luja go nie chcą wpuścić do akcjonariatu. Mieli prezesa, może śmiesznego z wyglądu i trochę awanturnika, ale on rozumiał za co mu płacą. Walczył o Widzew. Bywał w PZPN, UMŁ, Makis i wszędzie gdzie było o Widzewie. Potrafił na RTS namówić w 1 lidze takich zawodników jak Pawłowski, Ravas czy Hansen. No ale był zły, bo Paul stosunki w Mieście co wpływało źle na biznesy Remka i Stamira. Rydz ich klakier, jak zwykle paple na lewo i prawo i jego słowa są do wytarcia glana najwyżej. 3 transfery w styczniu, kontrakt z trenerem do końca stycznia… Szymański zapewniał, że boisko przy stadionie rusza w listopadzie, połowa lutego nic się nie dzieje, zawodnicy nie mają gdzie trenować… Mistrz Wichniarek, co Klimka za 50 koła PLN sprzedał. Teraz ściągnie Duńczyka ze Szwecji co cała liga szwedzka ma z niego ubaw jaki ananas, podobno bardzo lubi drinki wysokoprocentowe… Kadra stworzona tak, że nie ma napastnika i prawego obrońcy, nie ma realnego rezerwowego bramkarza, nie ma napastnika na poziomie… No i trener dziwak. Co mu Hajrizi i Klimek nie pasował, teraz Volanakis też już raczej nie pasuje. Tak jak nie pasuje mu Woźniak, Wichniarek i jeszcze kilka osób. Cały sportowy pion to burdel. Komitet transferowy gdzie zawsze ktoś powie nie. Choćby wszyscy byli na tak to Remek może powiedzieć nie. Nie dziwne, że z tego bałaganu wycofał się Murapol. Był prezes z jajami i doświadczeniem Dróżdż, był świetny DS Masłowski, był trener Kaczmarek co został wywalony za zrobienie awansu. Tutaj nikt nie pasuje.
Niestety prezesi w krótkich spodenkach nie dźwignęli, boimy się wszyscy, że ich pierwszy poważny kryzys nie skończy się fartownym utrzymaniem zespołu w lidze.
My nie mamy prezesa!.
Wojenka warszawsko- poznańska w klubie trwa w najlepsze, a prezes udaje że nic się nie dzieje. Czemu do cholery Widzew jest przechowalnią przypadkowych ludzi którzy się w nim uczą swojego fachu ? Eksperymentować to sobie można w Football Managerze a nie w profesjonalnym klubie ekstraklasy za jaki nasz właściciel Widzew uważa. No właśnie, właściciel…
Może po wyprowadzce ze stadionu do nowych biur zapomnieli, że pracują w klubie sportowym?
Ważne, że mają dużo przestrzeni w każdej tercji pokojów.
Cały zarząd wydaje się interesować wszystkim tylko nie sportem przy Piłsudskiego. Jaki sens teraz mają te zachwyty nad rankingami o zaufaniu społecznym jak zaufanie kibiców do włodarzy klubu leci na łeb, naszyję. Prezes zawsze wygadany wczoraj miał mało do powiedzenia. Do tego ręce w kieszeni, wydawało by się kulturalny.
Do tego bramkarz, który od wielu już meczów co ma obronić, obroni, co ma wpuścić, wpuści…