Rzadko zdarza się, by przegrana na własnym stadionie nie wiązała się z dużym rozczarowaniem. W tym przypadku tę rolę przejął ból.
Boli, bo szkoda tego meczu. Szkoda Marka, któremu nie odcięło prądu, nie został nagle boiskowym brutalem – po prostu podał piłkę i nie miał szans, by już później uniknąć „stempla” na nodze Berggrena. Dyskusja o słuszności tej decyzji sędziego była w mediach społecznościowych dość burzliwa. I trudno się dziwić, bo w praktyce ta czerwona kartka zabiła mecz.
Czy słusznie? Pewnie tak, nie będę się kłócił z przepisami, choć z ich kształtem za chwilę chętnie podyskutuję. Nie chcę też usprawiedliwiać porażki decyzjami sędziego, choć i Crnac na drugie „żółto” zasłużył. Wiadomo, że jestem nieobiektywny, ale nawet gdyby ta sytuacja wydarzyła się w meczu Warty z Niecieczą – zdanie miałbym takie samo. Że to telewizyjna czerwona kartka.
Na stopklatce – zawieszenie na kilka meczów.
Na filmie w zwolnionym tempie – ewidentna czerwona.
Z wysokości trybuny C8, gdzie widać było to ewidentnie – albo bez faulu, albo żółta.
Należy w tym wszystkim uwzględnić dwie rzeczy:
– fakt, że Hanousek jest przy piłce, a Bergren nie dotyka jej ani przez chwilę, jedynie przeszkadza w (celnym) podaniu
– to, z jakim impetem wpadł w nogę Berggrena Hanousek – niewielkim

Nie wiem, dlaczego VAR pokazał Raczkowskiemu powtórkę tylko w zwolnionym tempie, gdzie każde tego typu zdarzenie wygląda brutalniej? Dlaczego ignoruje się siłę nacisku na nogę, tempo całej akcji? To nie było przerwanie jej wślizgiem, Hanousek nie chciał odebrać piłki Berggrenowi, brutalnie go faulując. Podał piłkę i wytracił niemal całą prędkość. Krzywdy, koniec końców, nie miał szans z taką siłą zrobić.
Gdyby wleciał w dokładnie to samo miejsce z większym impetem – pewnie skończyłby Berggrenowi sezon. A przecież w tej sytuacji mówi się o efekcie. Skutku. Ten bestialsko wyglądającego zagrania był taki, że piłkarz Rakowa nawet na chwilę nie musiał zejść z boiska, tuż po czerwonej otrzepał się jak gdyby nigdy nic (aż do czasu, gdy został przez to wyzgwizdany), a później normalnie grał w piłkę.
Mam więc wątpliwości i podaję argumentację, dlaczego je mam – a z tym wszystkim oczywiście można się kompletnie nie zgadzać. Dla wielu to ewidentna czerwona kartka – i okej, też to rozumiem.
Jakkolwiek, nie zmienia to wszystko faktu, że prawie cały mecz musieliśmy sobie radzić w osłabieniu. A z tym było różnie.
Różnie, bo na pewno trzeba docenić walkę, zaangażowanie, charakter, nieustępliwość naszych piłkarzy. Szacunek za każde zablokowane dośrodkowanie, za każdy udany pressing, o co w tych warunkach było trudno. Można mówić, że mistrz słaby, że grał na czas w końcówce (żałosne!), ale piłkarzy Raków ma dobrych. Trudno było ich jakkolwiek ugryźć. I to druga strona medalu z napisem „różnie”. Bo często nie wychodziło nam w dziesięciu wyjście ani krótkimi podaniami, ani długim zagraniem za plecy obrońców.
Sanchez na początku meczu kilka razy fajnie pościgał się z defensorami gości. Świetnie zachował w drugiej połowie, gdzie był o włos od tego, by dać Widzewowi prowadzenie. Prawie wszystko zrobił dobrze, ale bramki nie strzelił. Znów – szkoda. Po prostu szkoda.
Prosiło się czasem o to, by zagrać długą piłkę nieco dokładniej. By tych szans, na takie wyścigi jak z Koczerginem w pierwszej połowie, było więcej. Może lepiej powinniśmy też bić stałe fragmenty? Mocniej nastawić się na ich wywalczenie i poszukanie okazji do bramki w ten sposób? Każdy rzut rożny w takich okolicznościach był na wagę złota.
Zawsze jednak można coś zrobić lepiej. Trudno, nie udało się. Zespół i tak zasłużył na to, by mimo porażki być pożegnanym brawami.

P.S. Dla mnie cała sytuacja została sprowokowana przez faul na Hanousku…Marka najpierw pcha w plecy czarny(albo Yeboah albo Otieno) ,nasz zawodnik traci równowagę ,piłka mu ucieka ,udaje mu się ją zagrać ,ale przez utratę równowagi kończy poddanie na nodze przeciwnika …
Jak zawsze w punkt