Masz prawo kibicować Widzewowi bez żadnych argumentów.
Kocham Widzew i lubię o nim dyskutować, w innym wypadku ta strona nigdy by nie powstała. Lubię rozmawiać. Żyć klubem każdego dnia. Konfrontować swoje opinie z innymi.
Wiem, że nie każdy kibic musi lubić to samo. Jeśli cię męczy gęsta atmosfera, konflikty czy afery – a takich głosów w ostatnich tygodniach jest coraz więcej – wystarczy tylko (i aż) przyjść na mecz, zedrzeć gardło, być z drużyną całym sercem. Nic więcej. Nic złego.
Nie będziesz ani grama gorszym kibicem od tych, którzy zatracają się w debatach.
Widzew nie musi być tanią knajpą, do której wchodzisz jak wiecznie nieusatysfakcjonowany buc o pozornie wysublimowanych kubkach smakowych.
Czytając, słuchając i oglądając widzewskie media można zauważyć trend, który zahacza o wyszydzanie fanatyzmu i obrzydza kibicowanie. Podaje w wątpliwość sens czystego – nieskażonego ocenami, analizami, statystykami, a coraz częściej też zwykłymi plotkami – „jarania się” piłkarzem, trenerem, drużyną, meczem.
Bo przecież grali tu lepsi. Bo się źle zachowuje. Bo jest słaba. Bo nie dało się oglądać.
Więc jesteś minimalistą. Klakierem. Nic nie wiesz. Nie znasz się.
Nie mam nic przeciwko krytyce. Konstruktywna jest paliwem do rozwoju klubu. Nie chodzi też o to, żeby być sprzedawcą marzeń w różowych okularach i wciskać ludziom kit. Ale po co krytykować postawę, która wprost wynika z kibicowania?
Myślę, że uprawiając „widzewskie dziennikarstwo” warto zadbać, by przy łączeniu roli fana z recenzentem nie pomieszać priorytetów. Nie mieć pretensji do kibica, że kibicuje – bo to jak pretensje do garbatego, że ma dzieci proste.
W restauracjach z pięcioma gwizdkami Michellin gotują pewnie lepiej niż twoja babcia, ale nie ma żadnego powodu by się wstydzić, że nam dania od niej smakują wyjątkowo. Nikomu nic do tego.
Nie musisz mieć żadnych argumentów, żeby kibicować Tomaszowi Wichniarkowi, Danielowi Myśliwcowi, Michałowi Rydzowi i Hilaremu Gongowi. Najmniejszych.
Moim zdaniem jest odwrotnie: jeśli kibicuje się Widzewowi, należy dobrze uzasadnić, dlaczego ktoś źle pracuje, a może wręcz szkodzi, psuje i działa na szkodę klubu. Jak przy domniemaniu niewinności. Trzeba mieć solidne argumenty, żeby w kogoś z nich „walić”.
Każdy z nich bowiem obecnie pracuje dla Widzewa. Sukces każdego z nich jest sukcesem Widzewa. Kibicując Widzewowi, kibicujesz również im. Nie trzeba przy tym być ich recenzentem. Możesz nim być, ale nie musisz.
Bez analizowania skoków pressingowych, kluczowych podań i tego, czy mówi „dzień dobry” na klatce możesz cieszyć się, że ktoś podał na pięć metrów i się przy tym nie przewrócił. Nikt, choćby zjadł 1910 rozumów, nie powinien ci tej radości odebrać.
