GłównaSektor GościDerdzikowski: Vuko jako stary wilk przewodnik, co ligę dobrze zna

Opublikowano:

Derdzikowski: Vuko jako stary wilk przewodnik, co ligę dobrze zna

Trudno wyobrazić sobie trudniejszego przeciwnika w debiucie niż mistrz Polski. A może to dla Aleksandara Vukovicia rywal najlepszy na przywitanie z Widzewem?

Serb może do klubu wejść z drzwiami. Pierwsze wrażenie – na konferencji prasowej, zrobił bardzo dobre. Mówił prostym językiem, konkretnie. Nie komplikował futbolu, jak jego niektórzy poprzednicy na przestrzeni ostatnich lat. To prosta gra. Żeby strzelić gola, trzeba strzelać na bramkę. Jeśli chcesz zagrozić rywalowi po stałym fragmencie gry, musisz dokopać piłkę w pole karne. Tercje, półprzestrzenie, struktury, fazy przejściowe – już nie czas i miejsce na to. A do tego: „Biegać, walczyć, zap…” – jak pięknie śpiewają kibice. Nie ma dziś innej recepty na sukces.

Teraz przed nowym trenerem trudniejsza część powitania – mecz. Dla Widzewa każdy kolejny jest teraz jak finał (naprawdę, a nie jak u Pana Czapeczki), punkty trzeba zbierać co kolejkę, bo widmo spadku cały czas wisi nad drużyną i klubem. Na piątkowej konferencji Dariusz Adamczuk, pełnomocnik zarządu ds. sportu, uspokajał, że jeszcze 11 kolejek do końca, czyli jedna trzecia sezonu, ale jeszcze niedawno mówiło się, że do końca rozgrywek zostało 15, 14, 13, 12… meczów. Ich ubywa, a nie na odwrót.

Rywala na dzień dobry Vuko dostał najmocniejszego z możliwych. Lech co prawda w czwartek przegrał z Górnikiem Zabrze w Pucharze Polski, ale to złudne, bo od rywala wcale nie był gorszy. Biorąc pod uwagę pięć ostatnich ligowych meczów, jest najlepszy. Jest zresztą współliderem ekstraklasy, a dzisiaj może uciec Jagiellonii Białystok, która wczoraj przegrała z Lechią Gdańsk. Kolejorz jest więc bardzo mocny. Pokonanie takiego zespołu w debiucie, to byłoby dla Vukovicia właśnie jak wejście z drzwiami.

Taka wygrana dałaby też kopa piłkarzom, którzy teraz i od dawna mają prawo myśleć o sobie, że są słabi i bezradni. W ogóle, jeśli w sobotni wieczór nie zadziała efekt nowej miotły i Widzewiacy nie będą „biegać, walczyć, zap…”, to już chyba nie będzie dla nich nadziei.

„Nadzieja” to ważne słowo. Wróciła. Kibicom przyniosła ją kolejna zmiana trenera. Ostatni raz była tu wraz z Igorem Jovićeviciem w październiku, ale potem gasła wraz z kolejnymi porażkami, słabą dyspozycją drużyny i farmazonami, które słyszeli po meczach. Gdyby Mariusz Fornalczyk trafił we wtorek w Katowicach do bramki w serii jedenastek, to pewnie do Serca Łodzi kibice znów szliby zrezygnowani. Na szczęście skrzydłowy Widzewa strzelił panu Bogu w okno i znów czuć dreszczyk pozytywnych emocji. Nadzieja wróciła.

Po piątkowej konferencji mówiło się głównie o „niedyspozycji” Dariusza Adamczuka, który wyglądał jak Michał Kucharczyk, czyli fatalnie, ale ważniejsze rzeczy mówił Vuko. – Drużyna przeszła przez bardzo duże zmiany, jeśli chodzi o kształt kadry. Trafili tu zawodnicy wartościowi, a niektórzy nawet bardzo wartościowi, duże indywidualności. W piłce nożnej na końcu najważniejszy jest jednak zespół, a nie stworzą go najlepsze indywidualności, tylko te, które najlepiej ze sobą funkcjonują i współpracują. Nie interesuje mnie, kto na Transfermarkcie jest najwyżej w rankingu na danej pozycji, tylko, jak stworzyć grupę ludzi, która stworzy jedność i będzie pchała drużynę w właściwą stronę. Chcę tego dokonać jak najszybciej – stwierdził nowy trener Widzewa. I to właśnie w tej chwili jest najważniejsze. Stworzyć drużynę.

Za Jovićevicia Widzew nią nie był. Teraz, gdy Chorwata już nie ma, wychodzą po trochu informacje, że piłkarze nie tworzyli jej nie tylko na boisku, ale i w szatni: na zgrupowaniu w Belek, które było bardziej, jak wczasy na Riwierze Tureckiej, niż obóz przygotowawczy z prawdziwego zdarzenia. W drodze na treningi poza Łódź, bo Jovićević pozwolił piłkarzom jeździć na nie osobno, a nie wspólnie jak drużyna. Duńczycy jechali więc razem, Hiszpanie razem, Polacy, grupa bałkańska – też razem. A jeszcze inni osobno. Że Juljan Shehu powinien zjeść snickersa, bo od momentu przedłużenia kontraktu działa na nerwy nie tylko kibicom, którzy oglądają go na boisku, ale i kolegom z zespołu.

Z całą pewnością tej grupie potrzebny jest ktoś, kto ich zjednoczy i poprowadzi. Oby to był Vuko, stary wilk przewodnik, co ligę dobrze zna. Łeb podniesie, warknie groźnie, aż nami szarpną dreszcze.

Jeśli nie on, to spadajcie.

Bartłomiej Derdzikowski

SKOMENTUJ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Exit mobile version