Letni transfer Mariusza Stępińskiego ani mnie nie zdziwi, ani nie rozgrzeje.
Nowy właściciel w swoim pierwszym wywiadzie podkreślił, że napastnik Omonii Nikozja jest widzewiakiem. Prezes w tym roku mówił: „Byłbym bardzo zadowolony, gdyby trafił do naszego klubu”. Dyrektor sportowy jest nim zainteresowany. Sprezentował mu nawet koszulkę meczową, którą napastnik przywdział, co na Instagramie uwieczniła jego żona. Łukasz Olkowicz z Przeglądu Sportowego napisał, że sam piłkarz chętnie wróciłby do Łodzi. Wystarczy się dogadać z cypryjskim klubem, a kilkaset tysięcy euro powinno załatwić sprawę.
Transfer Stępińskiego do Widzewa nie będzie więc niespodzianką. A czy będzie bombą transferową, której podmuch po wybuchu zrzuci kibiców z krzesła?
Niektórych – pewnie tak. I w porządku. Absolutnie nie chcę torpedować niczyjego entuzjazmu. Wiem, że nie jest bezpodstawny. To w końcu 4-krotny reprezentant Polski, który pojechał na EURO2016. Miał fajny sezon w ekstraklasowym Ruchu, gdzie zdobył 15 bramek. Strzelił kilkanaście w Serie A, łącznie 14 w 78 meczach, do tego kilka w Ligue 1.
I w czasach, gdy Widzew mierzył się z Turem Bielsk Podlaski, GKS Wikielec i Huraganem Morąg, on w reprezentacyjnym dresie przyznawał Arkowi Stolarkowi, że te spotkania ogląda. I mocno przeżywa. Nawet dopinguje, co potwierdził mi kiedyś Marcin Broniszewski, wracając ze stażu z Werony. Był w szoku, że nawet bez meczu można wykrzykiwać stadionowe przyśpiewki. Stępiński kupił karnet pod Zegar na nowym stadionie, do tego kilka fundowanych. Zwalniał miejsca, przez co na swoim iPadzie mógł oglądać choćby Radwańskiego, któremu wywróżył grę na wyższym poziomie rozgrywkowym niż ówczesny, czyli czwarty.
„Czuję się Widzewiakiem. Ten klub działa na mnie. Nawet w domu lubię sobie odpalić Youtube i włączyć doping kibiców Widzewa”. Brzmi znajomo. Wiecie, kto to powiedział? Rafał Augustyniak. Dlatego do deklaracji piłkarzy pozwolę sobie podejść z małą rezerwą. Czyny, nie słowa.
A jeśli o nie chodzi, „ja tam pamiętam nieco inne sytuacje”, jak Sokół w utworze „Jednorożec”. Pamiętam, jak Radosław Mroczkowski wystawiał go kosztem Ben Dhifallaha. Często na wyrost. Młody Stępiński wyróżniał się jak na swój wiek, ale jeśli przymknęlibyśmy oko na numer PESEL, w wielu meczach nie mógł być oceniany wysoko. Potrafił zaliczyć długie serie spotkań bez gola, marnować stuprocentowe sytuacje (zamykam oczy, widzę sam na sam z Ruchem na wyjeździe), ale Widzew go promował licząc, że będzie receptą na problemy finansowe. I gdy zaczął łapać liczby – asysty z Polonią, jedyne w rundzie gole z Pogonią i Jagiellonią – to przyszedł 12 maja.
Osiemnaste urodziny. Kontrakt wygasł. Stępiński ruszył w świat, nie oglądając się za siebie.
Klub chciał go zatrzymać, gwarantował nawet niestandardowe zapisy o numerze, mówiło się nawet o opasce kapitańskiej. Ale Stępiński nawet nie negocjował umowy. Idąc na rozmowy wiedział, że tylko oznajmi swoją decyzję: odchodzę. A będącemu w tarapatach finansowych klubowi, w którym jestem tak zakochany, zarobić nie pomogę.
Widzew nie upadł przez Mariusza Stępińskiego. To oczywiste, nawet jeśli można dywagować, co gdyby gole nabierającego doświadczenia Stępińskiego pozwoliły się utrzymać w kolejnym sezonie? Albo gdyby kasę klubu zasiliło kilka milionów z transferu? Rok starszy Arkadiusz Milik potrafił po osiągnięciu pełnoletności podpisać nowy kontrakt z Górnikiem, strzelić jeszcze kilka bramek – w sumie niewiele więcej od Stępińskiego, bo 11 w dwa sezony – i odejść za trzy miliony euro. Taka mniej więcej była wysokość długów, przez które zbankrutowany Widzew musiał zaczynać od czwartej ligi. Jeszcze raz podkreślę: to nie wina 18-latka, że 115-letni klub wymazał się z mapy Polski. To akapit o konsekwencjach decyzji piłkarza, a nie przyczynach tragedii RTS.
Cieszę się, że Stępiński utożsamiał się z Widzewem, nawet gdy nie było to modne. Ale za samą miłość do klubu – choć jej nie kwestionuję – trudno mi zapisać plusy obok jego nazwiska, pamiętając o tamtych okolicznościach odejścia. Granie kartą widzewiaka, niczym „wychodzisz z więzienia” w Monopoly, na mnie tu nie zadziała.
W grudniu ubiegłego roku, gdy Rondić szykował się do odejścia, a Stępiński podpadł w Nikozji obroną dobrego imienia Polski – za co szacunek! – napisałem na X: „Ekstraklasa > liga cypryjska. Omonia dostaje w trąbę od Rakowa i Legii. Za chwilę 30 na karku. Może najwyższy czas na to, by strzelić w Widzewie więcej goli niż Tomczyk, Zuziak i Możdżeń? Skoro jest Widzewiakiem, to lepszej okazji na powrót może już nie być”.
Gdyby przyszedł wtedy, ktoś mógłby nawiązać do Marcina Robaka, wybierającego drugoligowy Widzew ponad mistrza Polski, walczącego w eliminacjach do Ligi Mistrzów Piasta. Albo Bartłomieja Pawłowskiego, który ligę wyżej zdecydował się zejść mocno z zarobków i poprowadzić RTS do awansu na ekstraklasowy poziom.
Teraz, po wejściu Roberta Dobrzyckiego, zapowiedziach bogatego lata w Łodzi i zawirowaniach w stolicy Cypru, takiego efektu „wow” jak w przypadku wspomnianej dwójki raczej nie będzie.
Mowa o piłkarzu, który strzelił w tym sezonie 11 bramek w 24 meczach ligi cypryjskiej. Więcej zdobył Rafa Lopes, choć od dwóch miesięcy gra dla Wieczystej Kraków. Poprzednie rozgrywki ligowe dla Stępińskiego to 7 trafień w 29 meczach. Dla porównania: w 34 meczach 19-krotnie do siatki trafiał wtedy Andreas Katsantonis, obecnie autor jednej bramki dla Piasta Gliwice.
To wszystko nie wyklucza scenariusza, w którym Stępiński trafia do Widzewa i zostaje królem strzelców Ekstraklasy. Ledwie oderwie końcówkę długopisu od papieru, kończąc właśnie swój podpis pod kontraktem, a będę mu życzył powodzenia i kibicował z całego serca, by każdy mecz kończył hat-trickiem.
Czerwonego dywanu jednak w tej chwili nie rozłożę. Zamiast krokiem modelki spacerować po nim w kierunku „Serca Łodzi”, z niejednego widzewskiego serca Stępiński powinien wyjąć drzazgę, którą zostawił odchodząc. Widzew to zbyt wielki klub, by z miejsca stawiać mentalny pomnik piłkarzowi, który strzelił dla niego pięć bramek.
Niech błyski fleszy poprzedzi rzetelna praca. Ten worek z bramkami powinien otworzyć jak robotnik worek z cementem, a nie ikona czy gwiazda, której nie wolno się pobrudzić. W końcu to Robotnicze Towarzystwo Sportowe.
Na pieśni pochwalne przyjdzie czas. Będę śpiewał je szczerze i głośno. Tylko muszę mieć powód. Póki co piłkarski rozum i kibicowskie serce są zgodne: euforii nie można wykluczyć, ale na razie trudno ją odnotować.




A ja tam go nie chce każdy teraz będzie chciał do nas przyjść jak jest kasa
Kurcze tak czytam komentarze i zastanawiam się czy niektórym się nie odkleiło coś przypadkiem. Jeśli kupilibyśmy chłopa który ma 100 meczów w serie a + ligue 1 to większość kibiców wzdychałaby z zachwytu. Tymczasem możemy wziąć Widzewiaka z takim doświadczeniem w silniejszych ligach i czytam że to nie byłby dobry transfer. No zejdźmy na ziemię, bo widzę że ktoś chce do (póki co) średniaka ekstraklasy transferów z ligi mistrzów. Transfer takiego jak na ekstraklasę piłkarza byłby wzmocnieniem każdego klubu (może poza Pogonią/Jaga/Lechem ale to tylko MOŻE). A My się tutaj zastanawiamy czy go brać. Wychowanka. Zawsze dobrze mówiącego o Widzewie, niezależnie od okoliczności. Odrzucającego oferty Legii. 100 występów w top 5 lig. 29 lat, nie emerytura, a świetny wiek dla napastnika.
For real
Stępiński nic pilkarsko nie osiągnął,zwykly turysta. Nie kupujmy go, błagam. Szkoda hajsu
Gość swoje lata ma. Za czapkę gruszek do nas nie przyjdzie. Może i Widzewiak z krwi i kości ale my mamy budować drużynę na kolejne lata, a nie ściągać piłkarskich emerytów którzy będą odcinać kupony od swoich karier. Osobiście bym grzecznie podziękował.
Do wszystkich, którzy bezkrytycznie podchodzą do przyjścia MŚ: a skąd wiecie, że nie będzie według utartego już w wielu sytuacjach schematu:
1. Odbudowa, powrót do formy (6 miesięcy)
2. 4-5 meczów, pierwsza bramka, wielkie święto
3. Kontuzja (na 6 miesięcy)
4. wróć do pkt. 1
Widziałem to już tyle razy…
A czy on jest w złej formie? Gra regularnie i strzela bramki.
Idealnie w punkt. Jakby przyszedł zimą to by pokazał charakter a teraz przyjście będzie mimo wszystko ze względu na pieniądze. Idealnie jakby rozwiązał kontrakt i przyszedł jako wolny zawodnik. Bo opłata za transfer plus jego raczej nie mała pensja mogą nam zmniejszyć mityczne miliony o połowę.
Wielkie dzięki za ten tekst. Stępiński wypiął się na Widzew, nie mógł się doczekać by z Widzewa nawiać (mając totalnie gdzieś sytuację klubu) by „robić karierę”, a w rzeczywistości napchać kieszenie. Kariery żadnej nie zrobił, a teraz usłyszał że być może jest w Widzewie kasa i szuka miejsca gdzie przed emeryturą jeszcze coś udoi. Byłoby wielkim błędem i katastrofalnym przykładem dla widzewskiej młodzieży, pokazywać że dla kasy możesz nasrać na Widzew, a później po latach dostać nagrodę…
Do wartości sportowej Mariusza podchodzę z rezerwą i sam chce sie przekonać jak Mariusz bedzie sie spisywał na boiskach ekstraklasy. Ale pretensje do 18-letniego chłopaka który o mało czym decydował w owych czasach to troche kula w płot. Dodając do tego jak zakonczyła się historia z Cackiem jest wielce prawdopodobne że ani Mariusz kariery by na Zachodzie nie zrobił ani Widzew tej kasy za Mariusza by nie zobaczył. Wszytsko by poszło w kieszeni wierzycieli bo przypominam że w owym czasie nawet na wynajęcie autobusu nas stac nie było. Na jaki cel poszła kasa z wypozyczenia Pawłosia do Malagi? Jesteś w stanie pokazać jak kasa z transferu wpłyneła na funkcjonowanie klubu w owym czasie?
Mariusza poznałem po latach na imprezie i moge powiedzieć jedno, chłopak to widzewiak z krwi i kości i to taki z kategorii ekstremistycznych 😉 mowił otwarcie że chce wrócic do Widzewa ale dopoki godnie zarabia na zachodzie to szybko do Lodzi nie wroci. Sytuacja sie zmieniła bo wchodzi RD wiec pojawiła sie furtka wiec i naturalna koleja rzeczy jest powrot Mariusza. Tak jak zaczalem tak skoncze, mam nadzieje że Mariusz swoja wartosc udowodni na boisku bo tam po prostu potrzebujemy dobrych piłkarzy a miejsce kibiców jest na trybunach.
Bartłomiej klasa!!! ja do tego hipotetycznego transferu tez tak podchodzę. A nawet bardziej jestem na nie niż na tak. Nie czuje że może dać nam liczby w ataku i wiek też robi swoje. Ekstraklasa jest lepsza od Cypru. Wolałbym jego wysoką pensje przeznaczyć na obiecującego zawodnika. Jednak te transfery graczy w okolicach 30 lat oznaczają bardziej odcinanie kuponów niż zaangażowanie.
Z całym szacunkiem dla wszystkich zainteresowanych za i przeciw stepinskiemu ale wolę dołożyć i postarać się na skrzydło o fornalczyka
Jednego orła już z Korony sprowadziliśmy, i co?
No ale czy to znaczy, że jak jeden nie wypalił, to z Korony już nigdy nikogo sprowadzać nie warto? Jak by tak myśleć, to pamiętając ile już w Widzewie mieliśmy „orłów” i z ilu różnych klubów, to trzeba by piłkarzy chyba z Księżyca sprowadzać… 😉
Tak tylko przypomnę, że z Korony przyszedł do nas Marcin Robak swego czasu, więc Twój komentarz nie trafiony mocno 🙂
Kosakiewicz też przyszedł z Korony 😉
Jak przyjdzie i będzie mocnym punktem Widzewa to sam mu rozłożę ten czerwony dywan.Oczywiście ten dywan musi być w szatni 🙂
Bartku, napisałeś tekst jak z rozgrzaną głową kibic… i też nic w tym złego. Też pamiętam kulisy odejścia Stępińskiego, też pamiętam te „drzazgi w sercu” i brak zrozumienia nie samej decyzji, co w moich oczach wtedy bezwzględnego zachowania i wyrachowania jak na młodego człowieka. Natomiast dziś po wielu przeszłych wiosnach podchodzę do tego ze zrozumieniem. Nie byliśmy wtedy wewnątrz klubu, wewnątrz cyklonu kłamstw , obietnic, szemranych interesów, przeciągania lin działaczy, nieszczerości… Dziś będąc ojcem też zabrałbym nie dając wiary działaczom chłopaka daleko w świat.
Twierdzę, że jak przyjdzie, zrobi przysłowiową różnicę, nabije bramek, może dostanie nawet powołanie, kto wie..
I pofrunie dalej…
Dlatego ja go nie skreślam ani jako widzewiaka, ani jako dobrego piłkarza. Zachował się jak normalny człowiek, więc niech będzie traktowany jak normalny człowiek. Z czystą kartą. Bez czerwonego dywanu. Nic więcej, nic mniej.
Zbyt surowo jednak od młodego chłopaka wymagała postawy dojrzałego piłkarza… Nic złego nie zrobił uważam. Ciekawe co Ty byś zrobił pracując w Widzewie. Może być tak, że odszczekasz to wszystko czego Wam i sobie życzę. Trochę więcej mimo wszystko taktu by się przydało… Nowy właściciel, a Ty już wyżej srasz niż dupę masz.
Nie kłóci ci się ostatnie zdanie z przedostatnim?
Według mnie właśnie dobrze i na chłodno Bartek pisze. Trzeba podejść do tematu NORMALNIE. Niech sobie Mateusz będzie super – Widzewiakiem, ale to nie powód, żeby podchodzić do niego bezkrytycznie i szastać kasą, której przecież nie ma nieskończenie wiele. Ja bym w tym oknie wziął innych piłkarzy, a Mateusz niech skończy kontrakt i przyjdzie z kartą w ręku. To byłoby honorowe;
za darmo odszedł, niech za darmo wróci.
Sam nie pieję z zachwytu nad transferem Mariusza…bo po owocach ocenimy ten ruch…
Natomiast P.Bartku….wypisuje Pan głupoty…Pretensje do Stępińskiego że odszedł i nie dał zarobić Widzewowi..?? a nie było przypadkiem tak że ojciec Mariusza musiał opłacić zaległy czynsz za mieszkanie ?? A może sprawę rozjaśni wysokość pensji Mariusza wtedy ?? Pretensje do młodego chłopaka że odszedł bo zapłacono mu kilkukrotnie więcej niż Widzew mu nie płacił ?? Porównanie do Robaka ?? Odszedł ze Śląska bo Śląsk go nie chciał albo chciał tylko za połowę dotychczasowej pensji…A widzewskie Serce Robaka ? no efekt był taki że było 60 tys. na Robaka a na Ameyawa było 3,5 tys…a co było dalej to Pan wie.Aha…a ile Widzew zarobił na odejściu Michaela..?..a ile mógł…?
Odejście i nieprzyjście to dwie różne sytuacje. Za nic pretensji nie mam – natomiast sprawia to, że trudniej mi kupić „widzewskie serce” jako argument „za”. O Robaku tez napisałem nie tylko w kontekście „widzewskiego serca”, tylko momentu przyjścia, które w chwili transferu robiło „WOW”. Zrobił różnicę w 2. Lidze. Pawłowski zrobił różnicę w 1. Lidze. I myślę, że Stępiński mógł zrobić różnicę w ekstraklasowym Widzewie – ale zdecydowanie większą przed zbliżającą się rewolucją.
Ale o jakim ,,widzewskim sercu,, Pan pisze…duży a naiwny ?? Widzew Cacka miał czas żeby w czasie załatwić sprawę Mariusza ale Go olewał…więc nie rozumiem pretensji…Chce mi Pan powiedzieć że Robak miał ,,widzewskie serce,, ?? To powiem Panu że przed laty przypadkowo podsłuchałem jego rozmowę z J.Kiełbem po meczu z Koroną…więc nawet nie ma sensu cytować…co ta ,,legenda,, mówiła o Widzewie…A argument że Mariusz nie dał Widzewowi zarobić…no sorry…Wtedy komornik by nie zlicytował Cackowi zegarka…no to faktycznie…Jest XXI wiek nie ma sentymentów…ludzie idą do pracy tam gdzie lepiej płacą albo mają lepsze warunki pracy…Po co grać sentymentami…Potrzebujemy piłkarzy którzy dadzą nam jakość,dadzą nam sportowy awans…a nie,, widzewskie serce,, i mecz z ze Zniczem Pruszków…
I jeszcze…Też bym chciał żeby u nas grali dobrzy piłkarze z ,,widzewskim sercem,, ale…zna Pan jeszcze jakiegoś Bartka Pawłowskiego, ???
W punkt. Pamiętam jak odchodził i Cacek nie Cacek ale niesmak i rozczarowanie było….
Swietny tekst.Do ewentualnego przyjścia Stępińskiego podchodziłem z dużą euforią, ale czytając to co napisales-faktycxnie myślę że warto ochłonąć…dosyć surowy to tekst względem Stepinskiego ale prawdziwy.Tak czy inaczej,chciałbym aby przyszedł,ale jako jeden z dwóch napastników.Troche martwi mnie,że trzeba będzie za niego zaplacic,swoje lata już ma a gra ledwie na Cyprze.