Widzewiacy trenowali dziś w Wiśniowej Górze.
Pierwszy trening w tygodniu poprzedzającym starcie z Lechem Poznań odbył się na Łodziance. Kolejne też były w planach, ale pokrzyżowała je pogoda. Łodzianie nie chcieli ryzykować zajęć na zmrożonych boiskach przy Małachowskiego – zwłaszcza że ich stan od dłuższego czasu nie jest najlepszy.
Zaznaczmy jednak, że mogło być gorzej. Miejska spółka zajmująca się obiektem w ostatnich miesiącach robi co może, by stan murawy naturalnej i hybrydowej był jak najlepszy. Do pracy w MOSiR wróciła osoba, która potrafi to robić. Zaniedbania z poprzednich lat dają jednak o sobie znać.
Ani klub, ani sztab szkoleniowy, ani zawodnicy się na to nie uskarżają. Po części pewnie po to, choć to tylko moje przypuszczenie, by uniknąć alergii na alibi. Narzekania na narzekanie.
„Znowu szukają wymówek”, „wiecznie coś im nie pasuje”, „złej baletnicy…”, „zajmijcie się graniem lepiej”. Wiadomo, że pojawiłyby się takie głosy. Znaleźliby się też tacy, którzy zaczęliby obdzwaniać ośrodki i szukać boisk, tak jakby nikt w klubie nie zdawał sobie sprawy z ich istnienia.
Wydaje mi się po prostu, że włączono tryb: oszczędzania nerwów. Jedynymi podminowanymi pozostać mogą zawodnicy, którym piłka „taśta” się przed dośrodkowaniem. Którzy zaklną czasem pod nosem, gdy zamiast przyjąć stopą, zrobią to kolanem.
Ciganiks między wierszami poruszył ten temat w pomeczowej wypowiedzi, ale nikt nie robi z tego dramatu. Przy Piłsudskiego przede wszystkim bowiem wiedzą, że infrastruktura poprawi się w najbliższych miesiącach i latach, a większych problemów w kontaktach z miejskimi spółkami nie ma. Niewiele więcej da się zrobić.
Niebawem rozpocznie się budowa boiska przy stadionie. Powstanie ośrodek w Bukowcu. Pracownicy MOSiR dbają jak mogą o murawy przy Małachowskiego. Ludzie pracują, pozyskują fundusze, starają się.
Ale póki co, jest jak jest. Boiska na Łodziance nie są dywanem. Nie są nawet rozłożonym pudełkiem papierowym. Było grząsko, a gdy temperatura zeszła do okolic zera – aura zaczęła robić się zimowa.
Trening na zamarzniętej murawie nie był najlepszym pomysłem ani dla zdrowia zawodników, ani dla murawy – i dlatego został przeniesiony do Wiśniowej Góry.



