GłównaMeczeKomentarz pomeczowyKoniec miesiąca miodowego

Opublikowano:

Koniec miesiąca miodowego

15 marca Widzew zaczął serie zwycięstw, którą zakończyła porażka z Koroną Kielce.

Przed meczem nie brakowało problemów kadrowych: kartki wykluczyły Żyrę i Hanouska, uraz Pawłowskiego, do pełnego zdrowia wciąż nie wrócił Ibiza, a pod małym znakiem zapytania stanęły też występy Alvareza, Shehu czy Tupty. Ci byli ostatecznie gotowi do walki o trzy punkty w Kielcach. 

Walki – to dobre słowo w tym przypadku. Często jest dyplomatycznym określeniem meczu nienajlepszej urody. Pierwsza połowa była brzydka jak pogoda w wielu dniach tegorocznego kwietnia. 

Mecz wystartował na raty: najpierw kibice z Kielc zadymili boisko, a później działo się niewiele więcej. Od drugiego z pierwszych gwizdków sędziego dominowali gospodarze. Na serię stałych fragmentów odpowiedział dopiero Czyż, całkiem groźnym strzałem z dystansu. 

Korona posiadając częściej piłkę nie potrafiła stworzyć sobie stuprocentowej okazji. Widzew zaś nie wykorzystał nie tylko kontrataków, których źródłem często były zbyt krótkie wybicia, ale nawet szans na takowe. Zawodziło już pierwsze podanie.

Przerwa zmieniła wyłącznie strony, zwłaszcza w przypadku skrzydłowych, dlatego obaj „zjechali do bazy” już po godzinie gry. Jeśli chce się grać szybko i bezpośrednio, bez cierpliwego tkania kolejnych akcji w ataku pozycyjnym, to trzeba mieć zdecydowanie bardziej „rozbujane” boki boiska.

Dobrze, że nie zszedł grający cały mecz z żółtą kartką Shehu. To właśnie Albańczyk był ripostą RTS na otwierającego gola Korony. Zachował zimną głowę, nie spanikował w polu karnym i trafił do siatki trzeci mecz z rzędu.

Niestety, historia lubiła się powtarzać nie tylko Juljanowi. Korona z niemal tego samego miejsca wykonała bramkowy rzut wolny. Tylko tym razem nie Sotirioiu głową, a Dalmanu nogą sfinalizował stały fragment.

Inicjatywę w końcówce naturalnie przejął przegrywający Widzewa, ale z wyjątkiem woleja Cybulskiego nie był zbyt blisko strzelenia bramki na wagę punktu. Trzy miodowe tygodnie trenera Sopicia skończyły się w Kielcach. Szkoleniowca, dla którego priorytetem wydaje się zaangażowanie, pasja, charakter i nieustępliwość, przegrana w typowym meczu walki pewnie złości podwójnie.

SKOMENTUJ:

5 KOMENTARZE

  1. Jeśli po czymś takim szkoleniowiec ,,nie ma pretensji do drużyny” to nienajlepiej to wróży niestety. Totalny antyfutbol , problemy z przyjęciem i wymianą trzech podań na tle słabej Korony. Większość do pożegnania po sezonie. Da Silva ? Kto go ,,wypatrzył” i w ogóle wmówił mu , że jest zawodowym piłkarzem ? Niesamowite. Menago musi mieć genialnego. Słowem : plaskacz w Kielcach. Trzeba grać większość tego szrotu jak najszybciej i jak najdalej stąd.

    • Dobrze, że większość zagrała tak jak nas przyzwyczaiła wcześniej, bo jeszcze ktoś by się na nich nabrał i ich zostawił.
      Połowa z tych którzy grali nie nadaje się na ESA, część wręcz co najwyżej na ogon 1 ligi.
      Silva, Volanakis, Therkildsen, Łukowski – ci gracze podstawy w Kielcach out.
      Sypek i Tupta – do bacznego przyglądania się.

  2. Myślę, że Sopić i Nikolicius już właściwie wiedzą kogo zostawić, zastanawiają się tylko co do 2-3 piłkarzy. Do tej wiedzy niepotrzebny był im słaby mecz i strata punktów. 4 zwycięstwa z rzędu to byłoby za dużo szczęścia, więc piłkarze szybciutko nas sprowadzili na ziemię.
    Brak 3 piłkarzy i defensywa nie istnieje.
    Niestety, wrócił. Widzew z końcówki Myśliwca. Może drużyna czymś się zatruła w tych Kielcach?

  3. Dzisiaj na Widzew nie dało się patrzeć. Ten mecz pokazał że jak chcemy iść w górę i być w 5 czy 6 ESA to mamy może 2 graczy. Shehu i Alvarez. Reszta do wymiany. A już taki Silva, w dzisiejszym meczu Tupta, Czyż, Therdliksen to fatalna gra. Kerk nic nie wniósł też, beznadziejny.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj