Nie zabierałem głosu, bo wiem, jak zostałoby to odebrane przez film „Giki. Moje Serce w Łodzi”.
Choćbym zrobił 10 fikołków, 20 analiz i miał 30 wypowiedzi ekspertów – choćby trenerów na poziomie przynajmniej ekstraklasowym, przyznających, że żadna bramka z Jagiellonią nie była zawalona przez Gikiewicza – każdy argument zostałby obalony jednym słowem:
Nieobiektywny.
Kto mnie naprawdę zna – wie, że tak nie jest, a nieznajomym nie udowodnię, że nie jestem wielbłądem. Trudno.
„Wizerunek ocieplony”, napisał ktoś pod filmem. Tytułowe zdjęcie powyżej rozpoczęło temat jego nagrania. Zrobione na początku roku. Przed Radomiakiem, Zagłębiem, Legią. Trenerem był jeszcze Daniel Myśliwiec – a Rafał nie miał potrzeby, żeby swój wizerunek ocieplać, bo ten po prostu był pozytywny.
Wpadłem na pomysł, by zrobić serię reportaży o piłkarzach Widzewa. Myślę, że prawie każdy na moim miejscu zacząłby od numeru jeden. Trudno o bardziej rozmownego zawodnika. Kolorowego ptaka, któremu jeszcze wtedy nikt nie chciał w Łodzi wyrywać piór.
Ale może usiadłem tam ze szklaną kulą i dobrze wiedziałem, że wiosną nie ustrzegnie się błędów? Że fala nienawiści w internecie nabierze ogromnych rozmiarów? A może przez dwa dni po Jagiellonii zrobiłem blisko dwugodzinny dokument – tak na szybko, na kolanie – bo zmieniłem branżę na PR? Eksperci od tego, co mam w głowie, pewnie wiedzą lepiej ode mnie. Życzę im zdrowia. Nie miałem zamiaru tracić na nich swojego.
Czuję jednak zbyt duże rozczarowanie przebiegiem zdarzeń ostatnich dni. Dlatego nie mam zamiaru niczego ukrywać.
Jak więc naprawdę z Gikiewiczem było?
Zaczęło się od czystej karty, którą dostali obaj bramkarze latem. Rafał miał słabsze momenty wiosną, a że ma swoje lata, postawił sprawę jasno – jeżeli mnie nie chcecie, mogę odejść. Kontrakt jest nieistotny. Powiedział to zresztą do kamery, choć ta kwestia do filmu ostatecznie nie weszła. Uznałem ją za zbędną. Chyba muszę jednak załatwić sobie tę szklaną kulę…
To proste: kilka tygodni temu zdecydowanie łatwiej byłoby mu znaleźć klub. Trenerzy dali jednak obu bramkarzom po 50 procent szans na grę, a kto będzie jedynką – to miało się rozstrzygnąć podczas przygotowań. Widziałem ledwie ich fragment, ale widać było, że „Giki” jest w formie. Na sparingach też to pokazał.
Trener Sopić przed meczem Jagiellonią przyznał zresztą: Gikiewicz gra, bo zdecydowanie wygrał rywalizację na treningach w okresie przygotowawczym.
Pierwszy mecz ligowy: wygrana, czyste konto.
Ale już po drugim został kozłem ofiarnym. Przedzierając się w internecie przez wyzwiska można było wyczytać, że jest w zasadzie jedynym winnym.
W szatni zaczęto analizę pierwszej bramki: – Obrońcy powinni być bliżej siebie…
– Dobra, stop – Gikiewicz wstał i przyznał, że bierze tego gola na siebie. Źle wybił piłkę. Została przejęta na 35 metrze. Do strzelenia bramki było jeszcze wiele czasu, za linią piłki mieliśmy jeszcze sześciu zawodników z pola, ale trudno z niecelnym podaniem polemizować. Przeprosił.
Przez wielu fanów był obarczany winą również za trzecią bramkę, gdzie wykonał dokładne podanie do nóg obrońcy – i został ukrzyżowany za to, że ten stracił piłkę. „Wrzucił Żyrę na konia”, czytałem w wielu miejscach, bo Imaz biegł co najmniej kilkanaście metrów dalej. Myślę, że to najlepszy dowód na lekką paranoję – dolary przeciwko orzechom, że z jakimkolwiek innym bramkarzem nikt nie mówiłby o jego winie. Na gorsze konie w trakcie meczu wrzucany jest sam Gikiewicz.
To był ewidentny błąd Mateusza Żyry, grającego w mojej opinii bardzo dobry mecz. Przykry, bolesny w konsekwencjach, ale taka jest piłka. Zdarza się. Życie.
Moim zdaniem, największy błąd „Giki” w rozegraniu piłki popełnił wtedy, gdy żadna bramka nie padła. Fakty są takie, że nie ma bramkarza grającego w dwóch kolejkach tego sezonu, który miałby tyle celnych podań (51). Żaden z ekstraklasowych golkiperów nie gra długich podań z większą dokładnością (58%).
Tymczasem niemal 90% kibiców w ankiecie na WTM jednak uznało, że Gikiewicz nie powinien dalej bronić. Kilka dni później do tego samego wniosku doszedł trener. I to z powodu rozgrywania piłki.
„Nie zagra, bo doszło do nieporozumienia na linii ze sztabem szkoleniowym” – czytam w jednym z tekstów. To bzdura. Nie jest to ani decyzja całego sztabu szkoleniowego, ani trenerów bramkarzy.
Rafał Gikiewicz był pierwszym bramkarzem Widzewa Łódź do środy. W czwartek, jeszcze przed publikacją filmu, zapadła inna decyzja. Trudno nie odnieść wrażenia, że po prostu ugięto się pod presją.
38-latek rano wszedł do klubu w stroju batmana. Przegrał w grze na dwa kontakty, a karą był trening w stroju superbohatera. I w takim czarnym kostiumie pocił się na siłowni bardziej niż zwykle. Wreszcie został zaproszony na rozmowę.
– Tak zrobię, bo mogę – powiedział Sopić. I ma rację. Jest trenerem. Ma prawo podejmować takie decyzje.
Gikiewicz zaś miał prawo się zdenerwować. Zmiana na tej akurat pozycji to nie jest decyzja na chwilę. A jeśli została podjęta już po w drugiej kolejce, można odnieść wrażenie, że nie była spontaniczna. Nie ma wiele wspólnego z budowaniem pewności siebie bramkarza. Zaufanie do stojącego między słupkami widocznie było iluzoryczne. A jeśli takie było – sprzeczne z deklaracjami dyrektora sportowego czy trenera – to trzeba było Gikiewicza pożegnać, razem z Diliberto, Kerkiem i innymi.
Powiedział swoje zdanie, zarówno w rozmowach z Niko, jak i Sopiciem. W swoim stylu. Nigdy nie był i pewnie nigdy już nie będzie potulnym barankiem. Czuł, że został oszukany. Nie ukrywał tego.
Ale każdy z nas – włącznie z tymi, którzy jadą z nim jak ze ścierą w mediach społecznościowych czy na forach – po prostu by się w tej sytuacji wkurwił. Normalne dla kogokolwiek ze sportową ambicją.
Łatwo teraz snuć teorie, co tam się wydarzyło. Głuchy telefon lubi koloryzować. Rozdmuchiwać. Każdy doda coś od siebie. Nawet kompletnie nieprawdziwego.
Gikiewicz nie zrobił żadnego syfu w szatni.
Nie spiął się z żadnym trenerem czy piłkarzem.
Liczba mitów, które rosną wokół tego tematu, to jednak powtarzający się schemat. Niepotrzebny, a doskonale znany. Nieprzypadkowy.
Przykra prawda jest taka, że wypuszczaniem plotek – w których ziarno prawdy ledwo drasnęło rzeczywistość – niszczymy ludzi, których uznajemy za niepotrzebnych.
Zniszczoł. Rondić. Teraz Gikiewicz.
Żenująco się patrzy z bliska na te „przecieki kontrolowane”.
Nie idźmy tą drogą. Tak działają kluby bez charakteru. Widzew do nich nie należy.
*
W ten sposób okoliczności zrobiły ze mnie adwokata diabła, któremu sami urządziliśmy piekło. Sposób, w jaki ono powstało, jest dla mnie fenomenem socjologicznym. Nie do końca go rozumiem, a na pewno się z takim w ćwierćwieczu kibicowania Widzewowi nie spotkałem.
Jedni go nienawidzą, inni kochają – ale jednego odmówić nie można: jest ciekawy i ma ciekawe życie, za kulisy którego udało nam się wejść z kamerą, by opowiedzieć – ciekawą, mam nadzieję – historię.
Zapraszam do obejrzenia – zobaczycie prawdziwe życie nie tylko Gikiewicza, ale piłkarza Widzewa Łódź:




Szanowny Bartku.
Jeśli Giki zagrałby wtedy odwrotnie, przy pierwszej sytuacji na krótko, a w tej 90 po prostu wybił . . . może by nie było takiego tematu w ogóle. Błąd Żyry był w przyjęciu, ok. Junior mógłby tak zagrać, ale Giki ma 38 lat i już furę doświadczenia. Raczej powinien zauważyć już że ES to nie Bundesliga, a Żyro do nie Uduokhai z którym tam grał. A takich zagrań miał niestety więcej (choćby to do Hanouska z Rakowem) i nie wyciągał z nich wniosków, że to jednak nie ten rozmiar kapelusza. Juniorowi takie coś może by się wybaczyło raz, czy dwa, ale weteranowi to już nie przystoi.
Z całym szacunkiem do Gikiego, bo sam uważam, że ma Widzewski Charakter. I jest potrzebny ktoś taki w szatni Naszej. Ale czyny znaczą więcej niż słowa . . . Co nie zmienia faktu, że został potraktowany nie fair i powinno to być rozwiązane inaczej.
Pozdrawiam
https://www.youtube.com/watch?v=HTMultCtcIY Ten materiał wszystko wyczerpująco wyjaśnia.
Dlatego najwyższy czas skończyć z anonimowością. Komentować cokolwiek w sieci powinny zweryfikowane konta. Jestem przekonany, że 80 procent tych, aktualnie bezkarnych co plują jadem, w rzeczywistości przy propozycji powiedzenia „ofierze” tego samego w twarz zesrałaby się na rzadko i to tak solidnie. Świadomość pisania swojego zdania jako realny człowiek a nie konto w necie nagle odmieniłoby dyskusję. Świadomość konsekwencji swoich słów byłaby filtrem odseparowującym hejterów od konstruktywnej krytyki. Okazałoby się, że można krytykować bez kurew czy personalnych wycieczek oraz poniżania.
Nie do końca, sam Gikiewicz powiedział w wywiadach wprost, że jak grał w Turcji i zawalił mecz, to tam kibice nie bali mu się tego powiedzieć w twarz, normalnie do niego podchodzili i mówili w twarz mówił że sam się zaskoczył że tak było.
Jest 2 bramkarzy dobrych i nirch tak będzie
Jest gwiazdą na film a nie do bramki myślał że jest panem Widzewa atu coś mylnego Super że wreszcie grzeje ławę oby tak już zostało
Zostać tak nie musi, dlaczego tak uważasz. Giki jest dobrym bramkarzem tylko musi sobie przemyśleć pewne zachowania związane z wyborami. Uważam że to bardzo dobrze dla rywalizacji bramkarzy, kiedy nikt nie ma monopolu na bronienie. Kikolski nie był pewnym punktem w meczu z z GKSem, kilka piłek wypluł, poza tym nie miał żadnych trudnych interwencji. Oby takie przetarcie dodało mu pewności. Mecz z Wisłą Płock będzie o wiele trudniejszy.
Giki jest pozytywnym duchem drużyny, starszym bratem dla innych i to funkcjonuje na treningach w szatni gdzie nie ma presji, ale kiedy sędzia zaczyna mecz widać gołym okiem jak większość pod wpływem adrenaliny nie radzi sobie i nie dźwiga ciężaru meczu. W ostatnim meczu od początku widać było przemotywowanie u Fornalczyka, brak pewności u innych w rozgrywaniu. Dopiero po utracie gola zeszło ciśnienie i nie mając nic do stracenia zaczęliśmy grać. Wracając do Gikiego to bezdyskusyjnie popełnił błąd który mógł naprawić Żyro ale przy braku zwrotności u stopera tak to się kończy. Nawet jakby zdołał opanować ta piłkę to była duża szansa straty i utraty gola. Bramkarz czy obrońca w 90min przy korzystnym wyniku nie ma prawa urządzać sobie takich gierek jak na treningu bez presji!!! Dobrze zrobi Gikiemu ławka na kilka meczy a Kikolskiemu da motywację i kredyt zaufania że nie jest tylko po to by ławkę grzać cały sezon. Każda porażka wzmacnia bo to jedyna droga do wyciągnięcia wniosków.
Po to jest Kikolski kupiony za pieniądze, żeby Giki nie miał monopolu. I teraz czas dać mu szansę. A winny porażki w ostatnim meczu jest Sopic. Albańczyk zmieniony na Marka? Marek legendą jest, ale jest też spóźniony, nie nadąża i fauluje. Pięciu zawodników z poprzedniego sezonu weszło w koncowce i dobitnie pokazało dlaczego sezon skończyliśmy na 13tym miejscu. Świat się nie skończył, jedziemy dalej
Giki trzymaj sie, kibice Widzewz sa z tobą!
Jestes super bramkarz i tego sie trzymaj
Niestety ilość hejtu u nas jest tak duża, że zawsze wybije z szamba. Przykre to, choć to nie tylko domena kibiców Widzewa. Do dziś pamiętam jak w jednym z jego ostatnich sezonów hejtowano Fergiego bo „stary, nie nadąza za współczesną piłką, przywiązany do schematów” – tego typu bzdury. Bo jest grupa kibiców, która zawsze chce więcej, a u nas wręcz żąda. I gdy jest ok – nikt na ich gęganie nie zwraca uwagi. Ale gdy wyniki są gorsze, wtedy do nich dołącza część sfrustrowanych wynikami i zaczyna się jazda. Nieważne, czy zasłużona czy nie – po prostu. Wstyd na to patrzeć. Niedźwiedź? Co z tego, że zrobił awans, że dał nam rundę – marzenie. Łysy bajerant. Myśliwiec? Na początku podobno świetny w kontaktach międzyludzkich. Skończył jako znienawidzony filozof. Wichniarek? Pracował w ciężkich finansowo realiach, ale wprowadził klub do ekstraklasy, utrzymał go i jeszcze zarobił – dzięki czemu finanse świeciły na zielono, a to – jak sam przyznał Dobrzycki – było ważne w podjęciu decyzji czy przejąć Widzew (brak trupów finansowych w szafie). Stamirowski też tego przypilnował, ale też był jechany. A piszę tylko o postaciach zasłużonych w ostatnich latach dla klubu. Syf i gnój jaki robią „kibice” Widzewa jest obrzydliwy. Dobrze, że niegdyś nie było internetu bo wiele osób mogłoby nie pokochać tego klubu czytając wciąć opinie jakichś frustratów…
Oby z honorem usiadł na ławce. Żadnych głupich uśmiechów po bramce dla przeciwnika. Jak dobrze to rozegra to wszystkim wyjdzie to na dobre
Bartku, „nie Idź tą drogą”. Giki nie dlatego powinien usiąść, że nie umie bronić (umie), ale ze nie umie rozgrywać. To jego indywidualne BŁĘDNE decyzje przegrały nam mecz. Gdyby podjął inne, wygralibyśmy. To są fakty. Nie ma znaczenia, kto JESZCZE popełnił błąd. Zaczęło się od głupiej decyzji. Niech ochłonie, niech ustlą z trenerem nowy sposób rozgrywania. Ten nie działa już od Niedźwiedzia, jest zwyczajnie głupi. Nie mozna go używać pod naciskiem skoro się nie umie. Wtedy trzeba grę rozciągnąć a nie ściągać do własnej bramki. To PROSTE.
Słowa z szatni, zostają w szatni. Wszelkie zmiany w składzie, prezentuje i uzasadnia pierwszy trener. Na oficjalnej przedmeczowej konferencji, pierwszy trener nie ujawnił informacji odnośnie obsady bramki. I to, środowisko przyjazne naszemu klubowi powinno uznać. Nie uważam za rozsądne dorzucanie iskier, do ogniska. Każdy popełnia błędy, rywalizacja jest wskazana, każdy zawodnik po to jest w klubie, aby dać mu szansę. Należy chować ambicje osobiste, grać dla drużyny, przykład nasz MAREK. Rolą wolnych i przyjaznych mediów jest informować, przedstawiać , prezentować różne stanowiska, bez emocjonalnych przekazów. Jest to trudne, ale chodzi nam o dobro Naszego Klubu – Widzewa. AVE WIDZEW.
Giki. Trzymaj się. Dla mnie jesteś super gość. A błędów nie robi tylko ten, który nic nie robi.
Owszem błędów nie robi ten co nic nie robi i to jest prawda, niestety Rafał popełnił zbyt wiele błędów, które kosztowały nas utratę punktów i powinien się zresetwać na ławce ponieważ czasami to pomaga w znaczący sposób i taki Giki z tak dużym doświadczeniem może z tego skorzystać.
Ktoś napisał o nienawiści do Gikiego być może tacy są ja do nich nienależę ponieważ jest on częścią Widzewa i jest tylko człowiekiem jak każdy z nas i dlatego popełnia błędy tak jak każdy z nas, ale jeśli popełnia się tych błędów zbyt wiele to wtedy należy przeanalizować z czego to wynika i w przypadku sportowców w tym przypadku Gikiego być może ławka da mu spojrzenie na problem z innej perspektywy, a przy okazji młody Kikolski może pokazać swoje umiejętności, i jeśli okaże się że jest dobry ,a Giki nie będzie chciał oddać łatwo miejsca w podstawowym składzie będzie musiał się spiąć i tym sposobem będziemy mieć dwóch dobrej klasy bramkarzy życzę im tego bardzo.
W meczach gdzie na przodzie nic nie działało, też giki obrywał bo wpuścił 2 bramki
Bartek ja Gikiego bardzo lubię i cenię. Mam nadzieję, że Rafał jeśli usiądzie na ławce jutro to od ponidzialkowego treningu zacznie naciskać na Kikolskiego,by odzyskać swoją świątynię, a ta rywalizacja wyjdzie na dobre Widzewowi.
Byłem w tych 10 procentach ankiety. Smutne i przykre, niestety owczy pęd jest nie do zatrzymania. Szkoda.