GłównaSektor GościDerdzikowski: Widzew Great Again budowany na pałę

Opublikowano:

Derdzikowski: Widzew Great Again budowany na pałę

Chorwat wciąż jest zatrudniony w Widzewie, ale do pracy przychodzić nie musi. Pensja i tak wpadnie na konto. Brzmi jak absurd, ale to plan klubu na posprzątanie bałaganu, jakiego narobił Dariusz Adamczuk.

Dla porządku – w czwartek 5 marca nowym trenerem Widzewa został Aleksandar Vuković. Serb poprowadzi czerwono-biało-czerwonych w sobotnim meczu z Lechem Poznań. To pierwszy krok do realizacji zadania, jakie przed nim postawiono, czyli utrzymania drużyny w ekstraklasie. W planach były puchary, ale plany planami, a życie życiem. Ale to już temat na inny tekst…

Jaka jest sytuacja, każdy kibic wie. W klubie też wiedzą. Posłużmy się fragmentami z oficjalnej wypowiedzi Dariusza Adamczuka ze świeżutkiego komunikatu. W korporacji, jaką stał się dawno temu klub, to pełnomocnik zarządu ds. sportu. W języku normalnych ludzi, to po prostu dyrektor sportowy. – Podjęliśmy tę decyzję [o zmianie trenera] w pełni świadomie i z poczuciem powagi sytuacji. Wyniki ostatnich tygodni nie były zadowalające i jako osoby odpowiedzialne za Pion Sportowy musieliśmy zareagować – mówi zapewne przy okazji uderzając pięścią w stół.

Drużyna od dawna grała źle, ale w klubie długo łudzili się, że nagle ta mityczna jakość kupiona za miliony euro wystrzeli, jak bzy w maju. Nic takiego się jednak nie stało. Piłkarze za miliony wciąż nie trafiali w bramkę, o ile w ogóle na nią strzelali. Widzew nie tylko jest w dupie, ale zaczął się już w niej urządzać. Stąd, po porażce w Szczecinie i odpadnięciu z Pucharu Polski, decyzja o zwolnieniu Chorwata. Do tego „zwolnienia” zaraz jeszcze wrócę.

Dyrektorzy sportowi, także Widzewa, zawsze mówią, że mają listę trenerów, których styl pasuje do DNA danego klubu i w razie konieczności z zrobią z tej listy użytek, ale m.in. za takie gadki, zapewnienia, że wszystko jest pod kontrolą, im płacą. Listę trenerów rezerwowych zawsze ustala życie, po prostu wybiera się z tych, którzy akurat siedzą na bezrobociu. Stąd informacje o tym, że na liście Widzewa są nie tylko Vuković, ale też m.in. pozostający bez roboty Michał Probierz, Adam Nawałka, czy Czesław Michniewicz (podobno był kontakt). Padło na Serba i chyba dobrze, ale to już – jak mówił Zenek Martyniuk – „zobaczymy, czas pokaże”.

W każdym razie to była łapanka. Teraz złapano, zapewne ku radości złapanego, akurat Vuko. Były trener Legii i Piasta był bez pracy od lipca 2025 roku, więc na bezrobocie poszedł długo przed tym, jak Widzew zatrudniał Czubaka i Jovićevicia. Wtedy propozycji nie dostał. Łapanka.

Serb podpisał umowę do końca kolejnego sezonu. O opcji przedłużenia zawartej w kontrakcie nie wspominam celowo, bo szanse na to, że ta klauzula zostanie aktywowana, duże nie są. Wystarczy zerknąć na historię kadry trenerskiej Widzewa od 2015 roku. Niedługo zaczniemy trzecią dziesiątkę, a przecież od reaktywacji klubu minęło niewiele ponad 10 lat. Niech więc Serb na razie dociągnie do pół roku, to i tak będzie sukces, jego trzem poprzednikom się to nie udało. Tu dobrze będzie pasował cytat z pełnomocnika. – Umowa, którą zaproponowaliśmy, wykracza poza ten sezon. To sygnał, że myślimy perspektywicznie, a nie szukamy jedynie strażaka – bajeruje w komunikacie.

Mam osobisty sentyment do Adamczuka, bo jako nastolatek płakałem po finale igrzysk w Barcelonie, na których pełnomocnik grał w naszej srebrnej drużynie, a potem jeszcze strzelił gola Anglii, ale taka jest prawda. Tak naprawdę prawdopodobieństwo, że po sezonie Vuković wyleci z Widzewa jest o wiele większe, niż to, że zacznie nowy jako jego trener. Serb może nawet formalnie przestać nim być jeszcze przed Jovićeviciem, bo ten przecież nie został zwolniony, a – razem z trójką swoich ukraińsko-hiszpańskich asystentów – odsunięty od pełnienia obowiązków. Kontrakt Chorwat ma do końca czerwca 2027 roku, czyli tak samo, jak jego następca. Niewykluczone więc, że tego samego dnia im obu wygaśnie umowa z Widzewem. Tyle że Vuković będzie pracował, a Jovićević nie. Możliwe nawet, że obaj nie będą, a drużynę prowadzić będzie jeszcze ktoś inny. Historia polskiej piłki ligowej zna takie przypadki, więc nie oszalałem. Daleko nie trzeba szukać – swego czasu księgowa ŁKS robiła przelewy Marcinowi Matysiakowi, Piotrowi Stokowcowi i Kazimierzowi Moskalowi. Nie chce mi się szukać, ale było tych klubów na pewno więcej. W Widzewie na szybko przypomina mi się Marcin Kaczmarek, który komentował dla Polsatu pierwszoligowe mecze Łodzian prowadzonych przez innego już trenera, mając z klubem ważny kontrakt. Pensje dostawał do końca umowy.

Wrócę jednak do statusu Jovićevicia. Adamczuk publicznie podkreślał, że to on wybrał Chorwata i bierze za to pełną odpowiedzialność. Nie poszło tak, jak myślał, że pójdzie i teraz trzeba ponieść konsekwencje złego wyboru. O ile jeszcze do niedawna pozycja pełnomocnika zarządu była bardzo mocna, to teraz jest bardzo słaba. Może nie ma co już teraz odświeżać strony internetowej klubu w oczekiwaniu na komunikat o rozwiązaniu z Adamczukiem kontraktu, czy też odsunięciu go od pełnienia obowiązków, ale szanse na to, że to on będzie wydawał pieniądze Roberta Dobrzyckiego także w kolejnym oknie transferowym, zmalały niemal do zera. Chyba że drużyna Vukovicia zacznie wygrywać mecz za meczem, stając się rewelację ostatniej części rozgrywek. Może to uratowałoby Adamczuka, ale pewności też nie mam.

Piotr Burlikowski, w korporacyjnym Widzewie piastujący stanowisko dyrektora pionu sportowego, jest na zdecydowanie lepszej pozycji. Być może dlatego, że jak się plotkuje, z Adamczukiem nie trzyma się już tak blisko, jak jeszcze nie tak dawno. W odpowiednim momencie zrobił krok w tył. Burlikowski nie z jednego pieca chleb jadł, mówimy tu o klubowym działaczu zawodowym.

Pełnomocnik może ponieść konsekwencje wyboru trenera i fatalnych wyników. Inne poniesie klub. Oby nie był to spadek. Na razie w Widzewie muszą robić fikołki związane z odsunięciem Chorwata od pełnienia obowiązków. Z Żeljko Sopiciem i Patrykiem Czubakiem udało się rozstać inaczej, z Jovićieviciem jest problem, bo w umowie ma zapisanie odszkodowanie. Dziennikarze pisali o 900 tysiącach euro za zerwany kontrakt i ja również słyszałem o takiej kwocie. Widzew co prawda pali kasę bardzo chętnie, ale w tym przypadku nagle mu się odmieniło. W klubie liczą bowiem, że Chorwat nie wytrzyma długo na bezrobociu i szybko przejmie inny zespół. Podjęcie nowej pracy oznacza rozstanie z Widzewem, bo przecież dwóch kontraktów mieć nie może. Wtedy będzie musiał się z Widzewem dogadać. W biurowcu na skrzyżowaniu marszałków liczą na to, że do tego czasu wypłacą mu w pensjach mniej, niż te 900 tysięcy euro. Taki chytry korpoplan.

Przed Widzewem 24. mecz tego sezonu. Z czwartym trenerem na ławce i niepoliczalną już dla mnie liczbą asystentów. Tak na marginesie, ileż już kompletów strojów: dresów, kurtek, bluz, koszulek, polówek, spodenek, czapek, wydano im z magazynu? Może teraz się uda, do czterech razy sztuka. Adamczuk przekonuje, że klub działa perspektywicznie, z planem. A prawda jest taka, co w tym sezonie przeżywamy po raz któryś, że póki co budowa Widzew Great Again, to budowa na pałę.

Bartłomiej Derdzikowski

SKOMENTUJ:

5 KOMENTARZE

  1. Transferów jeszcze nie oceniam, poczekam do końca sezonu, nie każdy wydaje się taki zły. To że doszedł kolejny obrońca a nie napastnik mogło też wynikać z próśb trenera. Wydaje mi się jednak ze Adamczuk nie jest tak głupi żeby tyle czasu nie przyznać się do błędu, myślę że już wcześniej widział że ten trener to był błąd i dal się nabrać na „sukcesy”, a nie warsztat szkoleniowca. Liczyl jednak ze uda się lepiej punktować, spokojnie utrzymać i roszad dokonać latem, gdzie wybór trenerów byłby większy, łącznie z Siemieńcem. Możliwe że w klubie zwlekano z takimi decyzjami tylko dlatego żeby działać latem, a nie z powodu wiary w tego trenera. Oczywiście jego zatrudnienie to błąd i za to odpowiada Adamczuk.

  2. Bartek Stańdo chyba już odpuścił pisanie na Sektorze Widzew, dobrze że przynajmniej pan Bartłomiej coś skrobnie. Ogólnie mam podobne odczucia.

  3. Ciężko się nie zgodzić z redaktorem. Natomiast w pełni popieram koncepcję aby absolutnie nie wypłacać odszkodowania Jovićevicowi z góry….i nie dziwię się że się klubowi odmieniło akurat przy tej sytuacji. Ps Adamczuk jest skończony i słusznie…za miliony za Bukariego mogliśmy mieć choćby Capitę i Sowa…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Exit mobile version