GłównaMeczeKomentarz pomeczowyPuenta godna tego dnia

Opublikowano:

Puenta godna tego dnia

28 marca 2025 roku był jednym z najlepszych dni, jakie kibic Widzewa przeżył w tym ćwierćwieczu.

Przed południem klub został dokapitalizowany kwotą kilkunastu milionów złotych, a biorąc pod uwagę mocarstwowe plany Roberta Dobrzyckiego – to dopiero początek jazdy na szczyt. Warto było zapiąć pasy, bo już od 18 łodzianie prezentowali się tak, jakby długopis parafujący rano umowę inwestycyjną był magiczną różdżką. Czarowali swoją grą. Z automatu rzecz jasna nie zamienili się w trzeci Wielki Widzew, ale zapachniało nim w Gliwicach.

Zanim o nazwiskach, warto docenić całą drużynę. Widzewiacy tworzyli kolektyw. Pomagali sobie, podpowiadali. Nawet jeśli Shehu krzyczał na Kozlovsky’ego tak, że w Chorzowie słyszeli – to nie było w tym złej krwi. Wytrzymali trudny moment. Mieli trochę szczęścia, bo gdyby kilka centymetrów zadecydowało o braku spalonego, a Piast zdołałby strzelić kontaktową bramkę, to mogło się to różnie skończyć. Ale szczęściu trzeba pomóc. Zapracowali sobie piłkarze na nie absolutnie.

Wybronił nam ten mecz Rafał Gikiewicz. Czyste konto „Giki” zachował również w poprzedniej kolejce z GKS Katowice, ale tu zanotował interwencji jeszcze więcej i jeszcze efektowniejszych. Łącznie: pięć, w tym cztery po strzałach z pola karnego. Dla porównania, widzewiacy zmusili Placha do tylko jednej interwencji, oprócz której oczywiście dwa razy wyciągał piłkę z siatki.

Pewnie czuł się zespół z Gikiewiczem w bramce, zwłaszcza że ten dobrze podawał – na poziomie 84% celności. A przecież podań wykonał dwa razy więcej niż golkiper Piasta (w celnych: 57 do 25). Żaden bramkarz, który w tym sezonie Ekstraklasy zagrał więcej niż raz, nie przekracza średnio 80%. 

O tytuł piłkarza meczu rywalizować mógłby z Franem Alvarezem. Mówiłem na antenie Goal.pl, że Hiszpan po narodzinach dziecka sam się odrodził piłkarsko. Z Piastem to potwierdził. Strzał – marzenie. Duży nacisk Sopić kładzie na kończenie akcji, więc nic dziwnego, że Fran zdecydował się uderzyć. A że ma nogę ułożoną jak mało kto w tej lidze, to zdjął pajęczynę w bramce gospodarzy.

Alvarez to masa świetnych podań, drybling, utrzymanie się przy futbolówce, wygrane pojedynki; nie tylko gol i świetne przyspieszenie drugiej bramkowej akcji. Jeśli już przy niej jesteśmy, to chyba definiuje ona pomysł na ofensywę Sopicia. Bez zbędnego opóźniania gry, bezpośrednio, do przodu. Z wbiegającym w linię ataku środkowym pomocnikiem. Chorwacki trener krzyczał na Shehu wielokrotnie, pokazując ruch atakujący bramkę rywala przy akcjach, w których Albańczyk tego nie zrobił. Opłaciło się. Warto w tym miejscu docenić też asystę Jakuba Sypka.

Obrona z Juanem Ibizą wygląda zdecydowanie lepiej. Dobrze czuje się w parze z nim Mateusz Żyro. Najlepiej to widać przy udanych pułapkach ofsajdowych. Na czołowego defensora wyrósł natomiast Peter Therkildsen. Duńczyk z Radomiakiem był elektryczny, nerwowy, spóźniony. Faulował, bo nie nadążał. Okazuje się, że te pierwsze koty są już za płotem. Przyzwoity z Jagą, dobry z GKS, bardzo dobry z Piastem. Jest jak przecinak. Rządzi w powietrzu, panuje nad swoją koordynacją, czyści jak trzeba, potrafi podostrzyć.

Hanousek i Kozlovsky zagrali na swoim poziomie. Do tego po długiej kontuzji jeszcze nie wrócił Pawłowski. Przyjemnie oglądało się natomiast Tuptę, do którego stóp piłka wręcz się klei. Słowak nie jest gigantem, ale sprytem niejednokrotnie przestawił silniejszych obrońców. Powinien dokręcić swój strzał po długim rogu w drugiej połowie. Widać jednak, że ma papiery na granie.

Zmienił go Sebastian Kerk i tymi kilkunastoma minutami przypomniał, że piłkarsko jest w czołówce tej drużyny. Na 13 podań – 12 celnych. Wszystkie trzy pojedynki wygrane. Wypuścił Shehu sam na sam, a w ostatniej akcji meczu odebrał wysoko piłkę i był faulowany bardzo blisko pola karnego. Centymetrów brakowało też do tego, by jego strzał z wolnego wylądował w siatce.

Piast nie był w tym meczu bezradny: częściej posiadał piłkę, strzelał, miał trzy razy więcej rzutów rożnych. A jednocześnie dawno Widzew nie wygrał tak pewnie. Zwłaszcza poza „Sercem Łodzi”.

Kibice RTS na wyjazdowe zwycięstwo więcej niż jedną bramką, przy zachowaniu czystego konta, czekali od ostatnich derbów z ŁKS. Ponad rok. Dokładnie 404 dni. Odkąd Widzew wrócił do Ekstraklasy po reaktywacji, były jeszcze tylko dwa takie mecze: z Jagiellonią Białystok i Stalą Mielec.

To był dobry mecz. To był dobry dzień. Trudno się nie uśmiechnąć.

SKOMENTUJ:

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj