GłównaMeczeKomentarz pomeczowyWidzew czeka, punkty lecą

Opublikowano:

Widzew czeka, punkty lecą

RTS do Mielca pojechał z wyrwaną do Japonii jedynką. Zatkał dziurę gumą i próbował się uśmiechać, ale Stal się na ten uśmiech nie nabrała.

Nerwowy początek miał znamiona naszej lekkiej przewagi, ale nie była to dominacja. Bo pierwsze minuty miały też obraz Samuela Kozlovskiego. Zażartowałem w „Diabelskim Młynie”, że lewy obrońca rozpędza się w meczu jak Andrzej Gołota w ringu. I niestety to się potwierdziło w Mielcu. 7 strat posiadania piłki w 21 minut – dużo za dużo. Najwięcej w drużynie, choć Kastrati nie pozostawał mu w tym aspekcie dłużny. Inna sprawa, że po słabym początku „Kozy”, graliśmy głównie przez prawą stronę obrony. I Lirima przed zmianą stron ocenić należy dużo wyżej niż jego odpowiednika po lewej flance.

Klimek, Sypek i piękny strzał z pierwszej piłki Alvareza – to zaś zdecydowanie najlepsza akcja Widzewa w pierwszej połowie. Próbował też zza pola karnego strzelać ten pierwszy, ale zbyt lekko, w środek.

I gdy nic już bramki do przerwy nie zapowiadało, Gikiewicz musiał wyjmować piłkę z siatki. Tak jak z często w sparingu z Legią, boczny sektor pozwolił rywalom na dośrodkowanie. Niezłe, trzeba przyznać.

W polu karnym okazało się, że jednak dobrze mieć w swojej kadrze świetnego napastnika, który potrafi zamienić słabej jakości mecz w jednobramkowe prowadzenie. Jakby na złość wyznawcom futbolu bez środkowych napastników, znalazł się tam, gdzie trzeba i zrobił to, co do „dziewiątki” należy.

Grający bez zębów Widzew poszedł po godzinie do dentysty. Trzy zmiany w 60. minucie – Gonga, Kerka i Łukowskiego – sprawiły, że drużyna Daniela Myśliwca zaczęła jak gracz FIFA, który pochylił się na krześle. Włączył wyższy bieg. Szybko strzelił bramkę, anulowaną przez VAR z powodu spalonego. Ale naciskał.

Kerk grał piłki z innej dyscypliny. Przepięknie do wyraźnie szybszego od mielczan Gonga na wolne pole, ale wycofanej piłki nie potrafił zamieścić w siatce Alvarez.

Potrafił Jakub Łukowski. Pięknie zawinął, podobnie jak w debiutanckim sparingu.

Czekaliśmy z wprowadzeniem piłkarzy, którzy podnieśli jakość zespołu dokładnie tak, jak czekamy na dziewiątkęniepotrzebnie.

Należało się widzewiakom to wyrównanie – i kto wie, czy nie skończyłoby się to zwycięstwem, gdyby nie czerwona kartka Juana Ibizy. Hiszpan zaryzykował i przegrał. Wyleciał z boiska, a Stal miała doskonałą okazję na objęcie prowadzenia. Grę w przewadze też można tak nazwać.

Można pochwalić gości, że nie zamknęli się przed własnym polem karnym, przed które byli nieustannie spychani przez gospodarzy. Stal miała okazje na zwycięstwo, ale Widzew też swoich szukał. Nie znalazł.

Do Łodzi wraca z punktem i poczuciem niedosytu. Straciliśmy już na starcie sezonu dwa. Na własne życzenie.

SKOMENTUJ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj