GłównaSektor GościDerdzikowski: Na Widzewie szepczą, że "Adamczuka już nie ma"

Opublikowano:

Derdzikowski: Na Widzewie szepczą, że „Adamczuka już nie ma”

Robert Dobrzycki: – Jeżeli widzę, że coś nie działa i nie rokuje na przyszłość, to nie ciągniemy tego w nieskończoność. Nie chcę zmarnować sezonu. Chcę budować na czymś, co długoterminowo ma sens.

Na Widzewie warto bywać nie tylko dlatego, że można obejrzeć mecz i na „dziennikarskiej” zjeść coś na ciepło (w sobotę na Lechu była fasolka po bretońsku). Można też spotkać sporo ciekawych osób, pogadać i oczywiście czegoś się dowiedzieć. Na trzecim piętrze ruch jest spory. Nie jak na skrzyżowaniu Shibuya w Tokio, ale czasem trzeba naprawdę uważać, by na kogoś nie wpaść dosłownie. Nie wyolbrzymiam na potrzeby tego felietonu. Nawet dobrze się składa, bo zawsze chciałem o czymś napisać, ale dotąd nie było okazji.

Na trzecim piętrze jedna toaleta jest w sali dla VIP-ów w części południowej. Jeśli nie jesteś Very Important Person, to się nie wysikasz. Druga dla reszty: gości z lóż, kibiców i dziennikarzy, w północnej. Nie liczyłem ich wszystkich, ale pewnie pójdzie to w tysiące. W damskiej nie byłem, ale przypuszczam, że nie jest to łazienka, jak ta z nowojorskiego penthousu Carrie Bradshaw. Od razu wyjaśnię, by nie zarzucono mi nierzetelności dziennikarskiej, że nie chodzi mi o to małe mieszkanie w West Village, w którym Carrie nie mieściły się buty od Louboutina. W którejś z nowszych serii mieszkała też w takim wypasionym apartamancie z Mr Bigiem, zanim ten zmarł. W łazience zresztą.

Wróćmy na Widzew. W męskiej są tylko dwa pisuary plus jedna kabina. Pisuary są tak blisko siebie, że sikanie nie jest zbyt komfortowe. Zdarzyło mi się korzystać. Mam nawet taki zwyczaj, że za każdym razem mówię do osoby współsikającej ten sam tekst: – Koleś, który zaprojektował ten kibel, powinien stracić uprawnienia.

A ten się oczywiście zgadza. Tym bardziej, że wychodząc trzeba uważać, by nie walnąć drzwiami w otwierane w tym samym czasie te od toalety damskiej. Zważywszy na frekwencję walisz niemal zawsze.

W sobotę wpadłem (nie dosłownie) na kilka osób i byli wśród nich także ludzie w różnym stopniu związani z klubem. Przekrój jest szeroki: przechadzają się tam zarówno szeregowi pracownicy (tak, w Widzewie o dziwo też są tacy), po właściciela klubu. Roberta Dobrzyckiego jeszcze tam co prawda nie spotkałem (jedynie przed wejściem na stadion), bo ten bywa piętro niżej, ale poprzedniego szefa – Tomasza Stamirowskiego – już tak. Zwykle, a może i zawsze, w czerwonej bluzie i szaliku na szyi. Miło się zawsze witał i pogadał. Akurat w tę sobotę go nie widziałem, ale piszę o tym, by udowodnić, że na trzecim piętrze towarzystwo jest zacne i ciekawe.

W każdym razie z kilkoma osobami z Widzewa w sobotę zamieniłem kilka słów. Rozmawialiśmy o fasolce po bretońsku, o braku naprawdę dobrych rurek z kremem już od kilku miesięcy, o Widzewie: o zarządzaniu klubem, drużynie, starym trenerze, nowym trenerze i pełnomocniku zarządu ds. sportu Dariuszu Adamczuku. „Adamczuka już nie ma” – usłyszałem kilka razy.

Oficjalnego komunikatu o jego odejściu nie było. Nie przeoczyłbym. Ale coś ewidentnie musi być na rzeczy. W ubiegłbym tygodniu miałem nawet cynk na whattsupie, że razem z trenerem ma/może polecieć także pełnomocnik. Chciałem już nawet zatweetować, ale w ostatniej chwili ręka boska mnie obroniła.

Trzy piętra niżej też najwyraźniej na siebie wpadają. Na murawie dziennikarz Canal+ „wpadł” na prezesa Michała Rydza i ten powiedział mu mniej więcej to samo, co mnie wspomniane osoby, chociaż innymi słowy. – Ja osobiście uważam, że powinno się to wydarzyć [zmiana trenera – przyp. BD] po meczu w Szczecinie, natomiast Darek Adamczuk chciał jeszcze dać szansę trenerowi i ostatecznie wziął tą decyzję na siebie, natomiast ja uważam, że jest to jeden mecz za późno – stwierdził na przykład, a potem dorzucił m.in.: – Pomyłką było zatrudnienie Igora Jovićevicia i trzeba to powiedzieć wprost.

Prezes Rydz powiedział to, czego w piątek powiedzieć nie zdołał pełnomocnik. Adamczuk wypadł podczas konferencji prasowej fatalnie, właściwie nie wiadomo, co chciał przekazać. Podobno dział prasowy przygotował go do konfrontacji z dziennikarzami, ale z rad fachowców pełnomocnik nie skorzystał. Zresztą było to widać, więc nie ma o czym dyskutować.

Jeśli Robert Dobrzycki po wpadce z zatrudnieniem trenera Igora Jovićevicia zastanawiał się, czy dać jeszcze jedną szansę Adamczukowi, to lepiej dla pełnomocnika, by tej konferencji boss nie widział. Adamczuk nie wyglądał jak Project Manager, jakich szef Panattoni zatrudnia u siebie.

Wspomniana wpadka z chorwackim trenerem nie jest zresztą jego jedyną. Ta jest z pewnością największa, ale ranking uzupełniają niewiele mniejsze. W sobotę w kadrze meczowej w ogóle nie było Osmana Bukariego oraz Carlosa Isaaca. Obaj przyszli tej zimy. Ghańczyka Widzew kupił za rekordową kwotę z Austin w Teksasie (gdybym szukał strażnika, to rzeczywiście tam, ale piłkarza?). Przyznam, że od samego początku zastanawiałem się, dlaczego łódzki klub ściąga stamtąd zawodnika, który w dodatku ma słabe liczby. Moje wątpliwości potęgowały wypowiedzi fachowców od Major League Soccer, którzy też się dziwili.

Dziwili się też Hiszpanie z Cordoby, że Widzew, na pół roku przed końcem kontraktu, zapłacił milion euro za Isaaca. Jest za wcześnie, by ocenić umiejętności i potencjał tej dwójki, nie przekreślam ich całkowicie, ale już coś jednak widać. Bukari nie zaprezentował się póki co nawet, jak piłkarz wart pół miliona euro. Na prawej obronie od Isaaca bardziej podobał mi się Peter Therkildsen, którego Widzew kupił za 100 tysięcy euro, czyli dziesięć razy mniej. Owszem, w obronie kilka razy zawalił, ale miał charakter, był waleczny i biegał do przodu. Czasem mnie wkurzał, ale i tak czułem do niego sympatię. Był rock’n’roll, czasem trzeba trochę show. Gdybym miał wybierać, to wybrałbym jego zamiast Hiszpana. Ale Duńczyka już nie ma. Wykupiono go latem, nie wiadomo po co.

Aleksandar Vuković zgrabnie wytłumaczył, dlaczego owej dwójki nie wziął do kadry na Lecha. Jest w Widzewie krótko, postawił na tych, których znał z ekstraklasy dłużej i lepiej. Na pierwszej konferencji mówił jednak, że ligę ogląda. Powiedzmy sobie szczerze – każdy, kto ją śledzi, w tym roku przyglądał się zwłaszcza piłkarzowi za 5,5 miliona euro. Vuko też musiał. Jako fachowiec mógłby dostrzec coś, czego np. ja nie dostrzegłem w Ghańczyku. Ale najwyraźniej nie dostrzegł. Odwrotnie, zauważył coś, co kazało mu Bukariego w ogóle nie wziąć do kadry. Poprzednik Serba w swoim ostatnim meczu też zresztą nie skorzystał z przybysza z Teksasu. W Katowicach Widzew grał 120 minut, a Ghańczyk nie wszedł nawet na minutę. Przypadek?

Wróćmy do wpadek, czy też błędów Adamczuka. Obaj trenerzy – Jovićević i Vuković – wybrali w ostatnich dwóch meczach ustawienie z trójką stoperów i z wahadłowymi. Tych ostatnich Adamczuk nie ściągał zimą do Widzewa. Brał za to skrzydłowych, którzy okazują się niepotrzebni. Tak naprawdę ostatnio nie ma gdzie ich wcisnąć, bo i Mariusz Fornalczyk, i Angel Baena nie mieszczą się w jedenastce.

Bramkarzy do pierwszego składu Widzew ma aż trzech. Teraz okazało się, że najlepszy jest ten, który w rankingu był najniżej, bo przecież Veljko Ilić przegrywał rywalizację z Maciejem Kikolskim. Jesień kończył ten drugi. Z Lechem zagrał świetnie, uratował punkty drużynie, ale możliwe, że do bramki wróci Bartłomiej Drągowski, który na pewno chce walczyć o mundial.

Widzew ma trzech bramkarzy, ale za to tylko dwóch napastników. Obu o bardzo podobnym profilu. Obaj – w mojej ocenie – są słabi. Jordi Sanchez i Imad Rondić w Widzewie podobali mi się bardziej, co niełatwo przechodzi mi przez klawiaturę zwłaszcza w przypadku Bośniaka.

Hiszpan miał więcej atutów od całej trójki razem wziętej: szybkość, technikę, mocny strzał, dobrze grał głową. Nie przekonuje mnie nawet 11 goli Bergiera. Cztery z sześciu ostatnich strzelił zresztą z karnych. W tym roku w sześciu meczach nie zdobył ani jednej bramki z gry. Nie miał nawet za wiele okazji. Jak miał, to podawał bramkarzom. Dziękuję za takich napastników. Gdybym miał te 100 „baniek” do wydania, to sam znalazłbym Widzewowi lepszego. Za wsparcie działu skautingu podziękuję.

O tym, jak źle zbudowano tę kadrę, wydając przy tym tak dużo pieniędzy, będą kiedyś pisać, jeśli nie książki, to na pewno rozdziały prac magisterskich o zarządzaniu klubem sportowym i budowaniu drużyny.

28 marca minie rok od kiedy Robert Dobrzycki został właścicielem Widzewa. W tym czasie w klubie było dwóch szefów pionu sportowego, dwóch dyrektorów sportowych, czterech trenerów. Ich asystentów – jak już pisałem w innym felietonie – nie policzę. Boss nie boi się więc zmian.

W listopadzie, w wywiadzie, jakiego udzielił Krzysztofowi Smajkowi ze Sport.pl, Robert Dobrzycki powiedział: – Jeżeli widzę, że coś nie działa i nie rokuje na przyszłość, to nie ciągniemy tego w nieskończoność. Nie chcę zmarnować sezonu. Chcę budować na czymś, co długoterminowo ma sens – stwierdził. „Adamczuka już nie ma”.

Kilka miesięcy temu ktoś z klubu, na którego wpadłem przy stanowisku z gulaszem na trzecim piętrze, szepnął mi, że Dobrzycki zawsze mówił, że najbardziej ceni Łukasza Masłowskiego. Widzew ruszy po niego latem.

Bartłomiej Derdzikowski

SKOMENTUJ:

15 KOMENTARZE

  1. A Rydz niezatapialny, ludzie lecą, na każdego typ nadaje gdy czuje, że to koniec… robi z siebie kibica Widzewa, a to pijawka i podła łajza!!!! Adamczuk to wstrętny typ i wcale mi tygo buca nie żal, położył głowę za Bukariego.

  2. Myśle że Adamczuk podzielił los Jovicevica, jest formalnie w klubie, ale został odsunięty od pełnienia obowiązków. I tak pewnie ma jakiś okres wypowiedzenia, więc po co robić niepotrzebny szum. Bez dyrektora sportowego do końca tego sezony spokojnie sobie poradzimy, a po zakończeniu będzie idealny moment na takie roszady.
    To samo z Rydzem.
    Prezes mógł dostać jakieś ultimatum, bo za jego kadencji możemy mówić głównie o wpadkach a nie o sukcesach, więc myślę że ma czas do końca maja by się wykazać.

  3. Widzę że redaktor bardziej się zna na aspektach kulinarnych na Widzewie , żałosny tekst o picuarach stadionowych i podawanych zakąskach do których dziennikarze lecą jak muchy do….., może redaktor powinien częściej stołować się na ŁKS – e ?

  4. Teraz, po szkodzie, wszyscy jesteśmy mądrzejsi. I ja teraz zachodzę w głowę, po jakie licho był sprowadzany trener Igor, jak trener Vukovic był na miejscu? CV tego trenera tak bardzo pozbawiło Adamczuka realizmu i tak łatwo dał się nabrać? Ja po pierwszym meczu rundy wiosennej z Jagą pomyślałem, że chyba to jednak nie skończy się dobrze. A Masłowski nie jest cudotwórcą. Jego ostatni pobyt w Widzewie był…średni.
    No i ten napastnik. Adamczuk pewnie miał nadzieję, że Zequiri odpali. Ale niestety nie odpalił. Dobrze, że wzmocnił obronę.

    • Znaczy, Adamczuk wzmocnił obronę. Zaniedbał atak.
      I po raz kolejny napiszę, że pozbycie się Kerka było błędem. Nawet gdyby wchodził na na 20-30 minut byłby własnością dodaną. A teraz daje punkty Arce.

  5. Bergier to koń do biegania, a Zeqiri raczej lis pola karnego. Nie są to dla mnie podobne profile, choć trenerzy usiłują wykorzystywać ich w podobny sposób.

  6. Nawet jak przyjdzie Masłowski to mam nadzieję że dłużej damy popracować Vuko na stanowisku. Nie mówię tego po wygranej z Lechem ale dlatego że Serb to naprawdę dobry i niedoceniony fachowiec. Pokazał to już mocno w słabym kadrowo Piaście gdzie „otarł” się o puchary a przejmując klub , Piast był w podobnej sytuacji do Nas. Także podsumowując Adamczuk out, Masłowski jak najbadziej tak ale bez Siemieńca.

  7. Musimy zatrudnić dyrektora który nie będzie popełniał żadnych błędów, a transfery które zrobi w zimowym oknie transferowym wypalą wszystkie w 100% po dwóch miesiącach grania, czyli widzewskie piekielko, na jednej ścianie napis You’ll never walk alone na drugiej Wszyscy won!

    • Bardzo celne podsumowanie, niestety. Ps.Masłowski nie jest cudotwórcą. Mało tego odpowiada za 10 remisów i tragiczna rundę hańby. Też się myli…natomiast skala pomyłek DA jest zastanawiająca. Mógł brać Capitę, Sowa lub za tę kasę obu naraz a szukał złota w Texasie…

  8. Adamczuk to jest kolejny jeździec bez głowy bez strategi pod jaki profil my to mamy rozwijać , jaki system gry , zakupy, trenerzy pod ten system. Siano przepalone, ale cóż uczmy się na błędach . Wydaje mi się, że kolejny zaciąg to musimy mieć z bundesligi . Dyrektor i trener jak Vuko nie da rady. Dlaczego ? Bo oni mają obycie z zawodnikami zdecydowanie wyższej klasy piłkarskiej niż my tutaj . Więc łatwiej im będzie zbudować mocny zespół

  9. Adamczuk narobił mnóstwo błędów, które eliminują go, jako dyrektora sportowego tak ogromnego projektu, jakim jest Widzew pod rządami Roberta Dobrzyckiego.

  10. No jak to możliwe, że nie spotkał pan właściciela na 3 piętrze, przecież od tego sezonu ogląda na balkonie mecze? 🤨🤔😅

  11. W Polsce nie ma dyrektora sportowego, który poradziłby sobie z tak dużymi pieniędzmi jakimi może zasilić Widzew RD. To jest problem. Masłowski duży znak zapytania. Co się sprawdziło w Jadze niekoniecznie w Widzewie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj